Wilde Maus – rozmawiamy z reżyserem

Powinniśmy opowiadać o katastrofach między ludźmi

 

Josef Hader to jeden z najpopularniejszych austriackich kabareciarzy, a jednocześnie scenarzysta i wzięty filmowy aktor, doceniony m.in. na festiwalu filmowym w Locarno. Właśnie zadebiutował w kolejnej roli – reżysera przewrotnej komedii Wilde Maus. To zabawne, bo do żadnej z tych ról nie mam odpowiednich kwalifikacji – przekonuje z uśmiechem na wstępie. Bohaterem filmu jest mężczyzna w średnim wieku, który traci posadę krytyka muzycznego w codziennej gazecie i obmyśla plan zemsty na swoim pracodawcy. Wilde Maus od piątku w kinach.

Wilde Maus

Wilde Maus – Fot. Materiały prasowe/Aurora


Oglądając Wilde Maus, ale i filmy Ulricha Seidla, można dojść do wniosku, że coś jest nie tak z Austriakami.

A co dokładnie masz na myśli? (śmiech) Wydaje mi się, że w ostatnich latach mamy do czynienia z upadkiem wartości, lecz ma to bardziej wymiar globalny. Widać to też w historii mojego bohatera. Chciałem opowiedzieć o człowieku, który stracił pracę, ale była ona dla niego czymś więcej niż tylko miejscem zarobkowania. Posada krytyka muzycznego w poczytnej gazecie  definiowała jego styl życia, dawała poczucie wartości. Poza tym tragizm tej postaci polega też na tym, że nikomu o zaistniałej sytuacji nie może powiedzieć.

Dlatego że ma tak rozbuchane ego?

Tak myślę. Każdy z nas ma w sobie jakiś narcystyczny pierwiastek, a ostatnimi czasy tylko przybiera to na sile. Często mamy problem w chwili, gdy tracimy w pracy na znaczeniu, gdy ktoś nas degraduje. Na dobrą sprawę to tylko miejsce zatrudnienia, które można zmienić, a jest przecież wiele gorszych rzeczy, jakie mogą nas w życiu spotkać. Uważam, że mężczyźni podchodzą do tego dużo bardziej ambicjonalnie niż kobiety. Zresztą w pierwszej wersji scenariusza szefem Georga była właśnie kobieta. Potem jednak pomyślałem, że to by nie zadziałało. Być może dlatego, że zachowywałaby się bardziej racjonalnie i nie pozwoliła na te wszystkie gierki, do których dochodzi między rozczarowanym pracownikiem a pracodawcą. Potrzebowałem dwóch mężczyzn z przerośniętym ego, na tyle dziecinnych, by kontynuować ten konflikt, który jest przecież osią narracyjną filmu.

 

 

Dlaczego pana bohater jest krytykiem muzycznym, a nie na przykład filmowym?

To bardzo proste. Zależało mi na tym, żeby ilustracją do filmu była muzyka klasyczna, a to najbardziej naturalny sposób, w jaki mogłem swój zamiar osiągnąć. W innym wypadku musiałbym to inaczej motywować, i idę o zakład, że byłaby to świetna pożywka dla krytyków. A tak, przynajmniej w tym wymiarze, tego uniknąłem (śmiech).

Obecnie mamy do czynienia z dużym kryzysem w mediach, zwłaszcza tradycyjnych. Czy zawiązanie akcji, jakim jest zwolnienie bohatera z pracy w poczytnej gazecie, wynikało poniekąd właśnie z tej obserwacji?

Przede wszystkim chciałem zrobić film o człowieku, który stracił pracę i nie może się z tym pogodzić. Nie da się jednak ukryć, że dziennikarz to pierwsza profesja, o której pomyślałbym, że może w tym kontekście mieć problem. Wśród moich znajomych jest wielu dziennikarzy poważnie odczuwających kryzys. Poza tym, z mojego punktu widzenia, to coś znacznie więcej niż tylko profesja. Wielu ludziom, przynajmniej na początku, towarzyszy ogromna pasja i entuzjazm. Zupełnie jak w przypadku artystów.

Wilde Maus to dość złożona historia, mająca kilka punktów zaczepienia. Pisząc scenariusz, bazował pan na własnych doświadczeniach czy może konsultował się ze znajomymi zajmującymi się kulturą?

Scenariusz pisałem sam, ale po każdym drafcie pokazywałem go grupie przyjaciół, prosząc o uwagi i komentarze. Ten proces trwał około dwóch lat, więc pierwotny tekst dość znacznie się przez ten czas zmienił. Najpierw myślałem o tym jako o tragedii, dużo bardziej poważnej opowieści. Takie prawdziwe austriackie kino arthouse’owe (śmiech). Stopniowo jednak przekonywałem się do wprowadzania elementów komediowych, a ta poetyka jest mi bliska. Zacząłem zmieniać nieco ton opowieści. Początkowo miała to być historia relacji pomiędzy mężczyzną a kobietą, później chciałem, żeby poszło to bardziej w stronę satyry na wyższą klasę średnią. Ludzi, którzy mieszkają w centrum miasta, jedzą wyłącznie zdrowe produkty i mają dość wysoki standard życia. Istotne są czasy, w którym ten film powstawał, miały one służyć za tło.

 

Wilde Maus

Wilde Maus – Fot. Materiały prasowe/Aurora


Na co dzień jest pan komikiem, trudno było zatem znaleźć balans pomiędzy komedią a tragedią?

Wydaje mi się, że nie bez znaczenia pozostaje wiek. Z biegiem lat, zarówno na scenie, jak i w filmie, coraz bardziej jestem zainteresowany dramatem. To powoduje zupełnie inny sposób wykorzystania środków komediowych. Na etapie scenariusza, metodą prób i błędów, starałem się przekonać, jak ten balans powinien wyglądać. Gdy odbywałem próby aktorskie, słuchałem sugestii odtwórców i umieściłem w tekście niektóre ich pomysły. Często jest tak, że podczas prób z aktorami redukuje się dialog w stosunku do tego, co było pierwotnie zapisane. Realizacja filmu to organiczna praca, nie da się tego do końca kontrolować. Oczywiście jest reżyser i sztab ludzi, którzy nad tym czuwają, ale wydaje mi się, że nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaki będzie końcowy efekt. To uczucie niepewności jest inspirujące.

Akcja filmu rozgrywa się w Wiedniu, któremu jednak daleko do turystycznej pocztówki. W dużej mierze Georg przesiaduje na Praterze, ale też jest to wizerunek zupełnie inny niż ten, jaki dobrze znamy.

Przykładałem dużą wagę do miejsc, w których kręciliśmy. Wiedeńskie ulice starałem się uchwycić w paradokumentalny, surowy sposób. Niełatwo było zrobić to dobrze. Prater to z kolei wyspa w samym środku miasta. Weekendami oczywiście jest tam cała masa ludzi, ale w tygodniu to miejsce świeci pustkami. Jeżeli chcesz gdzieś uciec i mieć pewność, że nikt cię nie znajdzie, najlepiej udaj się właśnie tam. Są tam tylko pracownicy, którzy właściwie krzątają się bez większego celu, bo nie ma turystów. To dobre miejsce dla Georga, ale i dla mnie, kiedy chcę się od wszystkiego odciąć.

Całą rozmowę można przeczytać w najnowszym numerze miesięcznika „Kino” (7/2017).

 

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

 

Josef Hader

Ceniony austriacki komik i artysta kabaretowy. Jako aktor doceniony został m.in. na festiwalu w Locarno. „Wilde Maus” to jego pełnometrażowy reżyserski debiut

Komentarze

Napisane przez:

kuba.armata@gmail.com

Dziennikarz filmowy. Pisze m.in. dla "Dziennika Gazety Prawnej", "Kina", "Magazynu Filmowego" czy Wirtualnej Polski. Autor ponad dwustu rozmów z ludźmi kina m.in. z Davidem Lynchem, Darrenem Aronofskym, Alanem Parkerem czy Xavierem Dolanem. Programer festiwali Netia Off Camera i Forum Kina Europejskiego Cinergia. Członek Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych Fipresci.