Uma Thurman: Życie przed kamerą

Podczas 52. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Karlowych Warach Uma Thurman odebrała honorowy Kryształowy Glob za całokształt twórczości. Okazało się to doskonałą okazją, by powspominać pracę nad filmami, które zapewniły jej Złoty Glob, nominację do Oscara i trwałe miejsce w popkulturze. Oraz całe mnóstwo wspomnień. „Spędziłam całe życie przed kamerą, więc kiedy oglądam teraz moje filmy, widzę właśnie to: moje życie” – stwierdziła amerykańska aktorka. „Pamiętam co wtedy robiłam, o czym myślałam. To poruszające.” 

Laura (1987)

„Kiedy zrobiłam mój pierwszy film byłam bardzo młoda – miałam zaledwie 16 lat i do końca nie wiedziałam chyba jeszcze, co robię. Nie była to jednak moja pierwsza praca.

Wszędzie pisze się, że zaczynałam karierę jako modelka, ale to nieprawda. Jest spora różnica pomiędzy byciem prawdziwą modelką a pozowaniem do zdjęć zaledwie kilka razy w życiu. Moja mama [Nena von Schlebrügge] była modelką, a babka pozowała rzeźbiarzowi Axelowi Ebbe: jej podobiznę wciąż można podziwiać w Szwecji. Cieszę się jednak, że mnie to ominęło. To ciężka praca, zwłaszcza dla młodej kobiety, która zmaga się ze swoim wyglądem. Dlatego też gdy miałam 12 lat, odpowiedziałam na ogłoszenie w lokalnej chińskiej restauracji – zmywałam tam naczynia. Zwolnili mnie już po 4 tygodniach, kiedy wreszcie zdali sobie sprawę z tego, ile naprawdę mam lat. Trochę im to zajęło, bo już wtedy byłam wyższa od większości zatrudnionych tam osób.”

 

Pulp Fiction (1994)

„Nie spodziewałam się, że scena mojego tańca z Johnem [Travoltą] przejdzie do historii kina. Takich rzeczy nigdy nie da się przewidzieć – w tym biznesie możesz być przekonany, że zrobiłeś coś fantastycznego, a potem nominują cię za to do Złotej Maliny.

Quentin od początku wiedział, co mamy robić. To, co widać na ekranie, to bardzo znane układy taneczne z lat 50. Każdy z nich miał swoją nazwę: Twist, Spin, a jeden nazywał się nawet Batman, co powinnam chyba potraktować jako przestrogę [w 1997 roku Thurman zagrała w chłodnie przyjętym Batmanie i Robinie Joela Schumachera]. Nie pamiętam, czy poprosił mnie o to, żebym zdjęła wcześniej buty, czy może był to mój własny pomysł. Przyglądało nam się wtedy wielu ludzi, ale nie czułam się nieswojo – po prostu zaczęliśmy tańczyć. Właśnie to jest najwspanialsze w pracy aktora: nie musisz być sobą. To ogromna ulga.”

 

Nędznicy (1998) 

„Praca na planie tego filmu to jedno z moich ulubionych wspomnień. To był wyjątkowy, magiczny czas. Poznałam wtedy Liama Neesona, Geoffrey’a Rusha i przede wszystkim Natashę Richardson, która była żoną Liama [Richardson zmarła w 2009 roku] i stała się moją bliską przyjaciółką. No i na szczęście nikt nie wymagał wtedy ode mnie, żebym śpiewała!

Poproszono mnie o to lata później w Producentach. To było ciekawe doświadczenie, bo ten musical stanowi przecież legendę Broadway’u, a nigdy wcześniej nie udało mi się tam wystąpić. Aż do teraz – pracuję nad nową sztuką Beau Willimona, który stworzył House of Cards. Podobno kilka osób słyszało o tym serialu [śmiech]. The Parisian Woman też będzie opowiadać o tym, jak wygląda sytuacja w Waszyngtonie. Czasem wydaje mi się jednak, że nic nie jest teraz w stanie dorównać naszej rzeczywistości.”

 

Słodki drań (1999)

„Bałam się spotkania z Woody’m Allenem. Co tam bałam: byłam śmiertelnie przerażona! Zanim spotkaliśmy się na planie, słyszałam tyle przerażających historii o tym, jak się z nim pracuje. Ludzie powtarzali: „Nie patrzy ci w oczy, nie rozmawia z aktorami, nie da ci do przeczytania całego scenariusza.”

Okazało się jednak, że Woody jest bardzo bezpośredni i wyjątkowo precyzyjny – doskonale wie, czego chce. Dla każdego aktora jest to najlepszą rzeczą, jaka może mu się przytrafić. Byłam pod wrażeniem jego zdecydowania. I tempa, bo większość scen kończył po jednym ujęciu. Każdego dnia wracałam do domu o 13, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Quentin nigdy by sobie na to nie pozwolił.?

 

Kill Bill: Vol. 1 & 2 (2003, 2004)

„Nie pamiętam już, ilu ludzi zabija w tych filmach moja bohaterka. Z drugiej strony, kiedy liczby robią się już dwucyfrowe, nie robi to chyba zbyt wielkiej różnicy.

To była ciężka praca i jedno z najtrudniejszych doświadczeń w moim życiu – nigdy tego nie ukrywałam. Po jakimś czasie odkryłam jednak, że młode kobiety uwielbiają tę postać. Kiedy je spotykałam, zamiast mówić, że film bardzo im się podobał – albo i nie, bo też się tak czasem zdarza – opowiadały, że Kill Bill pomógł im w życiu osobistym. Czuły się wykorzystywane, tkwiły w złych związkach, nie czuły się ze sobą dobrze. Ten film dał im siłę na to, żeby coś zmienić. Warto się trochę pomęczyć, żeby usłyszeć takie słowa.”

 

NimfomankaCzęść 1 & 2 (2013)

„Lars [von Trier] jest szalony. Zupełnie, absolutnie szalony – byłby zadowolony, gdyby mógł to usłyszeć. To wspaniały, bezkompromisowy artysta. W Nimfomance zależało mu na tym, żebym w jednej ze scen wydała z siebie zwierzęcy ryk. Właśnie tak określił to w scenariuszu: „zwierzęcy ryk”. Okazało się to dla mnie wyjątkowo trudne – niech ktoś spróbuje wydać z siebie taki dźwięk i wtedy zrozumie, o co mu chodzi. Wymagało to kilku podejść, ale potem nakręciliśmy to już w pierwszym ujęciu. W jednym z moich nowych filmów wymagano ode mnie z kolei „złowieszczego uśmiechu.” Niektórzy scenarzyści chyba nie przepadają za aktorami.

Lubię pracę nad trudnymi filmami. Zwłaszcza dlatego, że niczego nie da się porównać z satysfakcją, jaką odczuwasz po ich skończeniu. Z nikim nie żegnasz, tylko zabierasz rzeczy i biegiem wracasz do domu [śmiech]. W tej pracy wymaga się od ciebie pewnej nadwrażliwości, więc rzadko odrzucam jakąś rolę jako „zbyt trudną”. Właśnie tego się ode mnie oczekuje.”

Komentarze

Napisane przez:

marta.balaga@gmail.com

Dziennikarka filmowa publikująca w Polsce i za granicą. Pisze m.in. dla "Episodi", "Sirp Eesti Kultuurileht", "La Furia Umana" oraz "Dwutygodnika". Współpracuje z wieloma festiwalami filmowymi, w tym z Helsinki International Film Festival. Uwielbia kino kultowe wychodząc ze (słusznego) założenia, że każdy film powinien być o zombie.