Ten tydzień w polskich kinach okazał się znacznie skromniejszy. Przed nami tylko cztery premiery, ale wśród nich nowe filmy Francoisa Ozona, Wima Wendersa i Luca Bessona. Zobaczcie sami w jakiej formie są mistrzowie!

Frantz

Francois Ozon to jeden z najbardziej zapracowanych reżyserów. Ustępuje może Takashiemu Miike, który w tym roku w Cannes zaprezentował swój setny film, ale przy takiej aktywności kto wie… W sierpniu na ekrany polskich kin wchodzą bowiem aż dwa jego tytuły. Co więcej, różniące się od siebie niemal wszystkim. Frantz jest bardziej klasyczny, ale nie ma co się temu dziwić, skoro to adaptacja sztuki Maurice’a Rostanda. To utrzymana w czerni i bieli opowieść o miłości oraz bolesnej konfrontacji z powojenną rzeczywistością. Momentami może trąci myszką, ale trudno odmówić Ozonowi talentu do konstruowania historii i opowiadania jej w sposób interesujący. Fani francuskiego reżysera być może będą zaskoczeni, ale nie sądzę, by wyszli z kina zawiedzeni.

Ocena: 3.5

 

Piękne dni

Wim Wenders nakręcił swój najnowszy film w 10 dni. Ciekawa informacja, ale zupełnie zbędna: już od pierwszych scen widać, że wszyscy bardzo się tu śpieszyli. Nie wiadomo, czym właściwie miał być ten film – pretensjonalną opowieścią o pisarzu zmagającym się z brakiem inspiracji, rozważaniem o upływającym czasie, a może pretekstem do słuchania Nica Cave’a? W ekranizacji sztuki Petera Handke (z którym Wenders pracował już wcześniej między innymi przy Niebie nad Berlinem), Reda Kateb i Sophie Semin siedzą w ogrodzie i rozmawiają o byłych kochankach – do jeszcze tego w 3D – a widzowi głowa opada jak podczas letniej drzemki. Piękne dni? Może i piękne, tylko czemu takie nudne.

Ocena: 2

 

Valerian i Miasto Tysiąca Planet

Francuski reżyser Luc Besson po latach zrealizował jedno ze swoich wielkich filmowych marzeń. A marzyć to on potrafi, bo Valerian i Miasto Tysiąca Planet okazał się być najdroższą europejską produkcją w historii. I kolejnym dowodem na to, że pieniądze to nie wszystko. Bo choć pojedyncze kadry zapierają dech w piersi, szybko przekonujemy się, że bez porządnego scenariusza i reżyserskiego nosa ani rusz.

Przeczytaj całą RECENZJĘ.

Ocena: 2.5

 

Babskie wakacje

Zapożyczając określenie z popularnego (niegdyś) programu, kiedy Wykolejona trafiła do kin, standuperka Amy Schumer była HOT. Teraz uparcie zmierza już w kierunku NOT i Babskie wakacje raczej tego nie zmienią. Co więcej, skutecznie zniechęcą nie tylko do samej Schumer, która najwyraźniej nie ma już pomysłu na swoją nieźle zapowiadającą się do wczoraj karierę, ale też do jakichkolwiek zagranicznych wyjazdów, Facebooka i psów. Oraz przede wszystkim ludzi, bo to oni zrobili przecież ten koszmarny film.

Przeczytaj całą RECENZJĘ.

Ocena: 1

 

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

 

Na co do kina...#8
1
Frantz
Nasza ocena 3.5
3
Piękne dni
Nasza ocena 2
4
Babskie wakacje
Nasza ocena 1

Komentarze

Napisane przez:

armyy@o2.pl