Na co do kina…#26

Przed nami pierwszy premierowy weekend anno domini 2018. Z małymi wyjątkami, zapowiada się całkiem nieźle. Będą wyznania miłosne, zarówno mówione jak i śpiewane, imprezy, na których nie wiemy czy chcielibyśmy być i niestety rozmienianie się na drobne Ala Pacino. Zobaczcie sami!

 

I tak cię kocham

I tak cię kocham to kolejna typowa produkcja rodem z Sundance. Po sukcesie Małej Miss można rozpoznawać je wprawdzie z zamkniętymi oczami, ale znajoma formuła wciąż działa: to kawał porządnej filmowej roboty. Oparta na faktach autobiograficznych – grający główną rolę komik Kumail Nanjiani napisał scenariusz razem ze swoją żoną Emily V. Gordon – oraz wyprodukowana przez samego Judda Apatowa komedia nie jest idealna. Nie wszystkie wątki wykraczają poza pośpieszny szkic, a wiele serwowanych tu dowcipów rozbawi chyba tylko ich autorów. Mimo to ma wystarczająco niezłych kwestii, żeby usprawiedliwić nieco przydługi czas trwania i warto ją obejrzeć choćby dla genialnego – i niepoprawnego politycznie – żartu z zamachów 11 września. Sympatyczna opowieść o tym, że przeciwieństwa może się i przyciągają, ale czasem trzeba też znaleźć pewne punkty styczne.

Ocena: 4

 

M jak morderca

Oglądając film Johnny’ego Martina myśli się właściwie tylko o jednym: ile kalekich wersji Siedem będzie musiało jeszcze powstać, zanim ludzkość wreszcie się opamięta i da sobie spokój. Zrealizowany naprędce thriller jest nie tylko głupi, ale też wyjątkowo mało ekscytujący. Nie może być inny, skoro tym razem seryjny zabójca gra sobie z policją w ulubionego przez dzieci „wisielca”. Umówmy się: odgadywanie liter słów nie zapewnia aż tak wielkiej rozrywki, a kilku dyndających na sznurze pechowców na odbiór filmu raczej nie wpłynie. Do tego każdy aktor stara się tu przebić drugiego własną nieudolnością. Wygrywa chyba Karl Urban, ale i tak największy wstyd robi Al Pacino, po raz kolejny wyglądający na tak zmęczonego życiem, jakby znowu grał w Bezsenności. I niby można się zżymać, że thriller jak thriller i nie jest znowu aż tak tragicznie, ale od Pacino oczekujemy znacznie więcej. A w „wisielca” możemy sobie zagrać sami.

Ocena: 1

 

Gotowi na wszystko. Exterminator

Jeżeli tylko nie przestraszycie się tytułu, jest spora szansa, że na tym filmie będziecie całkiem nieźle się bawić. Mamy świadomość, że „polska komedia” ostatnimi czasy nie kojarzy się najlepiej, ale ta nakręcona przez Michała Rogalskiego może ten stereotyp trochę zmienić. Bo nagle okazuje się, że można wywołać uśmiech na twarzy widza i nie jest on uśmiechem politowania, wynikającym z próby obrażenia inteligencji odbiorcy. Ta ciepła opowieść o reaktywacji muzycznej kapeli w nowej rzeczywistości wzięła się z sentymentu. W efekcie, pokolenie wychowane w latach 80. czy 90. doceni ją pewnie nieco bardziej. Jest tu miejsce na przyjaźń, próbę realizacji własnych marzeń i nieco spóźnione dorastanie. Sprawdzony schemat, który dał radę i tym razem, zwłaszcza że film jest bardzo dobrze obsadzony. Po raz pierwszy chyba w tak dużej roli Paweł Domagała, a u jego boku: Piotr Żurawski, Piotr Rogucki i Krzysztof Czeczot. Swoją drogą ciekawa refleksja na temat tego jaka muzyka jest obciachem, w kontekście niedawnego hucznego Sylwestra transmitowanego w pewnej telewizji.

Ocena: 3.5

 

Gra o wszystko

Czołowy hollywoodzki scenarzysta Aaron Sorkin najwyraźniej poczuł krew i postanowił sprawdzić się w nowej roli – reżysera. Rzecz jasna sam napisał sobie tekst, a jego kanwą uczynił życie niejakiej Molly Bloom. U nas postaci raczej anonimowej, czego nie można powiedzieć o Stanach Zjednoczonych. Była obiecująca narciarka, na skutek groźnej kontuzji musiała porzucić marzenia o świetnie zapowiadające się sportowej karierze i znaleźć sobie nowe zajęcie. Tym sposobem stanęła na czele najbardziej ekskluzywnego, przy okazji nielegalnego (ale kogo by to interesowało), prywatnego klubu pokerowego w USA, gdzie na wyjątkowo drogich partyjkach spotykały się same grube ryby. Ale że wśród szemranych biznesmenów i rosyjskich mafiozów Michael Cera ze swoim wzrokiem ucznia, który nie odrobił do szkoły zadania domowego? Naprawdę? Zresztą trudno postawić Sorkina w jednym szeregu z innymi debiutantami, skoro w jego pierwszym filmie na ekranie pojawia się Jessica Chastain, Idris Elba czy Kevin Costner. Odnosimy wrażenie, że póki co tej materii do końca jeszcze nie rozpoznał, ale że to zdolny i pojętny człowiek, przekonał już nie raz.

Ocena: 3.5

 

Party

W chwili gdy średnia długość filmu waha się w okolicach dwóch godzin, trzeba docenić produkcję taką jak ta nakręcona przez Sally Potter, która trwa ledwie 70 minut. Zwłaszcza, że nie jest to ani za krótko, ani za długo. Znana angielska reżyserka udowodniła, że ograniczenia może być zaletą. Bo dotyczy to nie tylko metrażu, ale i miejsca akcji, sprowadzonego niemalże w całości do jednego wnętrza. Tytułowe przyjęcie to taka „domówka” brytyjskich elit. Co prawda żadne z nas w podobnej nie brało udziału, ale już w imprezie, na której coś poszło nie tak, niejednokrotnie. I tak właśnie się dzieje w filmie Sally Potter, co zresztą uruchamia prawdziwą lawinę niepożądanych niespodzianek, tajemnic z przeszłości i kłopotliwych sytuacji. Ten film to w zasadzie jeden, wielki dialog pełen ciętych ripost, bon motów oraz językowych złośliwostek. Rozpisany na kilka głosów, tak znakomitych aktorów jak: Kristin Scott Thomas, Timothy Spall, Patricia Clarkson, Cillian Murphy czy Bruno Ganz. Świetne kino, choć dwa razy zastanowimy się teraz zanim pójdziemy na kolejne party.

Ocena: 4

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

 

Na co do kina..#26
1
I tak cię kocham
Nasza ocena 4
2
Party
Nasza ocena 4
3
Gra o wszystko
Nasza ocena 3.5
5
M jak morderca
Nasza ocena 1

Komentarze

Napisane przez:

armyy@o2.pl