Na co do kina…#25

Ostatni premierowy weekend 2017 roku wypada nad wyraz okazale. Bo i oczko odlepiło się pewnemu misiu, i trochę nostalgii, i wyraźny polski akcent, będący potwierdzeniem świetnego roku dla polskiego kina. Gorąco namawiamy do tego, żeby zamiast fajerwerków kupić w Sylwestra bilet do kina!

 

Dzikie róże

W stosunku do Dzikich róż Anny Jadowskiej mnożyć można stwierdzenia zawierające cząstkę „naj”. Po pierwsze, to najlepszy film w dotychczasowym dorobku tej interesującej reżyserki. Po drugie, najbardziej złożona, a przez to chyba i wymagająca rola w karierze Marty Nieradkiewicz. Po trzecie, to najbardziej niedoceniony polski film roku. Co jest dla nas kompletnie niezrozumiałe, nie znalazł się on nawet w gdyńskim konkursie głównym, a jedynie w „Innym spojrzeniu”. By jakiś czas później zgarnąć prestiżowe laury na festiwalach w Cottbus, Sztokholmie czy Paryżu. Po czwarte wreszcie, co mocno wiąże się z poprzednim punktem, to jedna z najciekawszych rodzimych produkcji, kończącego się, bardzo udanego przecież dla polskiego kina roku. To świetnie skonstruowany i w nieoczywisty sposób poprowadzony portret kobiet reprezentujących trzy pokolenia. Psychologiczny ciężar nie raz tu przygniata, ale warto głęboko zanurzyć się w świat wykreowany przez Jadowską. Widać, że to kino, której jest jej bliskie i które doskonale rozumie.

Ocena: 4.5

 

Jumanji: Przygoda w dżungli

Jeśli wasze dzieciństwo też przypadło na lata 90. z pewnością pamiętacie ten film. W Jumanji przyzywająca dźwiękami tam-tamów gra planszowa sprawiała, że ludzie albo kończyli w samym środku dżungli, albo to dżungla przychodziła do nich – zwykle w postaci zarośniętego Robina Williamsa. Od premiery upłynęło już ponad dwadzieścia (!) lat, więc kilka zasad uległo zmianie. W sequelu Jake’a Kasdana co chwilę wspomina się o Instagramie, a Jumanji to już nie planszówka, tylko gra wideo. Trochę tu Klubu winowajców Johna Hughesa, trochę zapomnianej nieco komedii Cały ja. Wciąż jest jednak dość sympatycznie. Także dlatego, że wskutek prostego rozwiązania – którego nie będziemy tu zdradzać – anonimowe dzieciaki z początku filmu szybko zastępują znane twarze, między innymi Dwayne „The Rock” Johnson i Jack Black. Z tym, że wciąż zachowują dawną osobowość. Krótko mówiąc, jeśli ktoś zastanawiał się kiedyś, jak zachowywałby się Jack Black gdyby był nastoletnią ślicznotką, teraz ma szansę się o tym przekonać. Do tej dżungli możemy jeszcze wrócić.

Ocena: 3

 

Paddington 2

Miś Paddington, choć największą popularnością wciąż cieszy się chyba w Wielkiej Brytanii, ma ostatnio całkiem niezłą passę. Także dzięki poświęconym mu filmom, które okazały się zaskakująco przyjemnym doświadczeniem dla widzów na całym świecie. I to nie tylko tych kilkuletnich. Wbrew pozorom to dość spore osiągnięcie, bo (jak wiadomo choćby z naszych recenzji) dobry film familijny zrobić trudno. Powracający reżyser Paul King sprawia jednak, że wydaje się to najprostszą rzeczą na świecie – najwyraźniej potrzeba tylko odrobiny uwielbianej przez futrzaka pomarańczowej marmolady. A o nią akurat tym razem wyjątkowo trudno, bo pochodzący z Peru miś trafia do więzienia – rzecz jasna, niesłusznie – co daje tylko pretekst do nowych gagów i wizualnych rozwiązań, które podwędzono chyba samemu Wesowi Andersonowi. Do tego wreszcie ktoś obsadził Hugh Granta w roli, którą może się pobawić, a przesłaniu tej nawołującej do tolerancji opowieści trudno nie przyklasnąć. Brawa dla tego misia!

Ocena: 5

 

Na krawędzi

Za kamerą reżyser, który nie raz dał już dowód na to, że rozumie jakimi prawami rządzi się kino kryminalne. Przed nią, dwójka uchodząca za najgorętsze nazwiska na Starym Kontynencie wśród aktorów młodego pokolenia. Co więcej jedno z nas skrycie podkochuje się w Matthiasie Schoenaertsie, a drugie w Adèle Exarchopoulos. W dodatku belgijski kandydat do Oscara i dużo samochodowych pościgów, gdzie komputerowe efekty specjalne zredukowane były do minimum. Wszystko zatem pięknie miało się zgadzać, a jednak do końca tak nie jest. Nie oczekujemy rzecz jasna od Michaela Roskama, że wejdzie w buty swojego słynniejszego, amerykańskiego kolegi o tym samym imieniu, czyli Michaela Manna, ale mimo wszystko poprzeczka postawiona była wyżej. Chwilami film kojarzy nam się z rasowym kryminalnym love story, by za chwilę, zwłaszcza w dialogach, niebezpiecznie zbliżył się do pewnego brazylijskiego klasyka literatury. Szkoda, bo potencjał był spory, a i wcześniejsze dzieła Roskama oglądaliśmy z niekłamaną przyjemności. Tutaj jest ona umiarkowana.

Ocena: 2.5

 

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

 

Na co do kina...#25
1
Paddington 2
Nasza ocena 5
2
Dzikie róże
Nasza ocena 4.5
4
Na krawędzi
Nasza ocena 2.5

Komentarze

Napisane przez:

armyy@o2.pl