Po ubiegłotygodniowym kryzysie, dobre kino znów zawitało w nasze skromne progi. Najwyższy czas się o tym przekonać, zwłaszcza że dystrybutorzy pomyśleli (prawie) o wszystkich. Coś dla siebie znajdą zarówno fani amerykańskiego rozmachu, entuzjaści wschodnioeuropejskiego realizmu, jak i miłośnicy… kampu. Tak, dobrze przeczytaliście, kampu. Widzimy się w kinie! 

 

Podwójny kochanek

Frantz? Jaki Frantz? François Ozon pozostawia czarno-białe rozważania daleko w tyle powracając do szaleństwa i palety kolorystycznej swoich wcześniejszych filmów. W dziele stanowiącym największe guilty pleasure tegorocznego festiwalu w Cannes, po szyję zanurza się w estetyce kina gatunków. Podwójny kochanek nawiązuje do mało znanego opowiadania Joyce Carol Oates, lecz bliżej mu raczej do Polańskiego: Marine Vacth, którą Ozon odkrył dla świata w Młodej i pięknej, udaje Mię Farrow w odjechanej historii o traumie, macierzyństwie i pasożytniczych bliźniętach. Dla niektórych będzie stanowić pewnie nie lada wyzwanie, ale trudno oczekiwać czegoś innego po filmie, który otwiera zbliżenie pochwy. Sama – choć nieco perwersyjna – przyjemność.

Ocena: 4

 

Barry Seal: Król przemytu

Najwyraźniej Tom Cruise w powietrzu czuje się jak ryba w wodzie. Ponad 20 lat temu czarował jako Maverick w Top Gun Tony’ego Scotta, dzisiaj robi to po raz kolejny, wcielając się w rolę Barry’ego Seala w nowym filmie Douga Limana. To najlepsza kreacja Cruise’a od lat i prztyczek dla wszystkich tych, którzy wysyłali go już na aktorską emeryturę. Ale i materiał okazał się tu wyjątkowo wdzięczny, bo historia amerykańskiego pilota, pracującego jednocześnie dla CIA i kolumbijskiego kartelu narkotykowego z Medellin to prawdziwy samograj. Porządny scenariusz, dobre tempo, a przede wszystkim fantazja, to coś co charakteryzowało zarówno Seala, jak i (w tym przypadku) Limana. Amerykańsko-kolumbijski sen z prawdziwego zdarzenia. Tylko ten Pablo Escobar trochę nie pasuje, przynajmniej dla tych, którzy oglądali serial Narcos (ktoś nie oglądał?).

Ocena: 4

 

Dwie kobiety

Martin Provost, regularnie zdobywający Cezary za portrety niezwykłych kobiet, po raz kolejny robi to, co potrafi najlepiej: stawia przed kamerą doświadczone aktorki i szybko usuwa się w cień. Oparta na wątkach autobiograficznych opowieść o akuszerce Claire (Catherine Frot), której na drodze staje duch z przeszłości w postaci „rozrywkowej” Béatrice (Catherine Deneuve) nie jest może specjalnie oryginalna, ale Deneuve od lat nie bawiła się tak na planie. Jej postać nie rozegrała może dobrze swoich kart, ale wciąż nie zamierza poddać gry, stopniowo zarażając swoim joie de vivre także innych. Przyzwoity, świetnie zagrany dramat. Pytanie tylko, dlaczego po Violette i Serafinie Provost nie zatytułował go po prostu Claire.

Ocena: 3

 

Sława

Takie rzeczy tylko w Europie Wschodniej: kiedy wiodący samotnicze życie pracownik kolei znajduje miliony w gotówce porozrzucane na torach, postanawia oddać je w ręce władz. Jego decyzja wzbudza tyle samo podziwu, co niechęci – w końcu mowa o Bułgarii, a nie miasteczku Pleasantville. Reżyserzy Kristina Grozeva i Petar Valchanov kontynuują wątki zaznaczone już wcześniej we wielokrotnie nagradzanej (także na Warszawskim Festiwalu Filmowym) Lekcji i bez złudzeń przyglądają się drodze prostego człowieka, który wplątany w aferę korupcyjną na najwyższych szczeblach z dnia na dzień z bohatera narodowego staje się obiektem drwin. Szkoda tylko, że czasem brakuje im subtelności, która zmieniłyby ten dobry w gruncie rzeczy film w prawdziwe arcydzieło.

Ocena: 3

 

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

 

Na co do kina...#10
1
Podwójny kochanek
Nasza ocena 4
3
Dwie kobiety
Nasza ocena 3
4
Sława
Nasza ocena 3

 

Komentarze

Napisane przez:

armyy@o2.pl