Alice Lowe: Być jak Travis Bickle

Brytyjska aktorka Alice Lowe, znana głównie dzięki Turystom Bena Wheatleya, do którego także współtworzyła scenariusz, bierze się za horror. Jej reżyserski debiut Stan niebłogosławiony, który zrealizowała spodziewając się pierwszego dziecka, to ironiczne spojrzenie na stereotypy narosłe wokół ciąży. Owdowiała Ruth (w tej roli sama Lowe) nagle odkrywa, że jej nienarodzone dziecko popycha ją do morderstwa. A raczej… morderstw. 

Stan niebłogosławiony zostanie zaprezentowany podczas festiwalu Transatlantyk w ramach sekcji Kino klasy B i inne szaleństwa.

Prevenge – Fot. Materiały prasowe

Stan niebłogosławiony, choć krwawy, w gruncie rzeczy funkcjonuje także jako dramat. Zależało ci na tym, aby wyjść poza ramy kina gatunków?

Kino gatunkowe rządzi się pewnymi prawami i fani bardzo cenią jego rozpoznawalność. Rozumiem to, ale nie chciałam się powtarzać.

Ciąża jest w kinie grozy popularnym tematem, ale zwykle przedstawia się ją z męskiej perspektywy. Nie chciałam, żeby oglądając mój film ktokolwiek mógł powiedzieć: „Wiem jak to się skończy, już to gdzieś widziałem.” Uwielbiam horrory, ale chciałam, żeby obejrzeli go też ludzie, którzy ich nie znoszą.

Ciążę zwykle przedstawia się dość idealistycznie – także w kinie. 

Myślę, że zawdzięczamy to chrześcijaństwu. Przekonaniu, że każda matka to niepokalana Madonna: perfekcyjna w każdym calu i oświetlona aureolą unoszącą się nad jej głową. W filmach, gdy tylko zajdziesz w ciążę od razu ogarnia cię błogość i spokój, a wszystkie konflikty schodzą na dalszy plan. Moja rzeczywistość tak nie wyglądała.

Ludzie oglądają Stan niebłogosławiony i mówią: „Ciąża musiała być dla ciebie koszmarem.” A przecież gdyby tak było, nigdy nie udałoby mi się go skończyć! Ale faktycznie doświadczasz wtedy tylu różnych emocji. Tracisz kontrolę nad swoim ciałem. Ktoś inny zaczyna nim kierować, a ty myślisz tylko: „Co się ze mną dzieje?” Podczas dojrzewania bywa podobnie, ale dorosła kobieta odczuwa takie zmiany jeszcze boleśniej. Nagle zaczynasz doświadczać czegoś, co jest zupełnie pierwotne. Czytasz o tym, jak prawidłowo karmić piersią, ale dziecko już to wie. To przerażające.

Wyśmiewasz się z tego w filmie: „Dziecko będzie wiedziało, co zrobić” mówi Ruth położna. Takie oklepane zdania nabierają tu jednak zupełnie nowego znaczenia. 

Jest w nich sporo prawdy, ale i tak są cholernie irytujące. Dlatego chciałam, żeby dziecko w moim filmie miało w sobie coś ze starożytnego mędrca [śmiech].

Przyszłym matkom rzeczywiście na każdym kroku serwuje się takie mądrości. Kiedy chodziłam do szkoły rodzenia, zaczęłam się nad tym zastanawiać. Jeśli w 20 tygodniu masz zacząć mówić do swojego dziecka, bo zaczyna cię słyszeć, czy oznacza to też, że słyszy jak rozmawiasz z innymi ludźmi? Czy może należy tylko zwracać się do niego bezpośrednio? No i co by się stało, gdyby nagle zaczęło mi odpowiadać?

Pomogło ci, że sama też tego wtedy doświadczałaś?

Bardzo, choć inne kobiety uważały mnie chyba za dziwaczkę. Szłam na zajęcia z jogi i kiedy nauczycielka zachęcała nas do opowiadania o tych wszystkich fantastycznych rzeczach, które zrobimy na urlopie macierzyńskim, mówiłam: „Wcale się z tego nie cieszę, bo będę wtedy bezrobotna.” Albo opowiadałam o scenie, którą nakręciłam. Tylko na mnie patrzyli, a potem jak gdyby nigdy nic zaczynali świergotać o kupowaniu dziecku ubranek.

Kiedy spodziewasz się dziecka, wymaga się od ciebie, że zupełnie się temu podporządkujesz. Na szczęście moja mama miała do tego wszystkiego wyjątkowo zdrowe podejście. Była młoda, kiedy mnie urodziła. Nie wiedziała, co robi i nikt jej niczego nie narzucał. W średniowieczu nikt nie rozmawiał ze swoimi nienarodzonymi dziećmi, a teraz wymaga się od przyszłych matek co najmniej doktoratu.

Nie bałaś się, że macierzyństwo przekreśli twoją karierę aktorki? 

Jeśli nie jesteś gwiazdą, w tym przemyśle ciąża oznacza często ogromne ryzyko – jeśli weźmiesz dwa lata wolnego, ludzie uznają, że umarłaś. Nawet jeśli nie chcesz przestać  pracować i tak cię do tego zmuszą, bo producenci wolą płaskie brzuchy.

Bałam się, że będę musiała wyrzec się swoich planów. Zawsze chciałam spróbować reżyserii, ale wszyscy powtarzali mi, że muszę to zrobić zanim zostanę matką, bo potem będzie już za późno. Nie znam zbyt wielu reżyserów z małymi dziećmi. To znaczy znam, ale wszyscy są mężczyznami.

To frustrujące?

Pracowałam kiedyś z Tomem Hardym [nad Locke Stevena Knighta] i zdałam sobie wtedy sprawę, że równouprawnienie to mit. A już na pewno w tym przemyśle. Jesteśmy w tym samym wieku, a ludzie spoglądając na mnie myślą, że moja kariera dobiegła już końca. Jego dopiero się rozkręca. Idziesz na casting i słyszysz, że masz zagrać matkę faceta, który jest od ciebie młodszy o jakieś 5 lat. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale role przeznaczone dla starszych aktorek zwykle dostaje ktoś taki jak Jennifer Lawrence, choć grający u jej boku Bradley Cooper dobiega już 50-tki. Jeśli nie zdobędziesz sławy jako młoda dziewczyna, twoje szanse na długą karierę są marne.

Może dlatego praca nad tym projektem była tak satysfakcjonująca. Kiedy zaszłam w ciążę, stwierdziłam, że nie zamierzam się teraz poddawać. Scenariusz napisałam w dwa tygodnie, a film nakręciłam w 11 dni. Mam nadzieję, że uda mi się to powtórzyć, bo niedawno czytałam artykuł o kobietach po drugiej stronie kamery, wymownie zatytułowany Jeden i po sprawie.

Wydawało mi się, że zatrudnianie reżyserek jest teraz modne. 

Ludzie chcą je zatrudniać, ale nie chcą, by wyrażały swoje opinie. W ciągu ostatnich miesięcy rzeczywiście udało mi się pracować z większą liczbą kobiet niż w ciągu całej kariery. Wciąż zajmują jednak poślednie stanowiska i oznacza to, że czasem musisz uczyć się od mężczyzny. Edgar Wright, Paul King – sporo mnie nauczyli. Najważniejsza okazała się jednak współpraca z Benem Wheatleyem, bo dzięki Turystom zdałam sobie sprawę, że pracując w telewizji marnuję tylko czas.

W Turystach, a teraz także w Stanie niebłogosławionym, grałaś postać, której nikt nie nazwałby „miłą”. A właśnie tego oczekuje się zwykle od kobiecych bohaterek – widz ma je polubić. 

Od Travisa Bickle z Taksówkarza nikt tego nie wymagał. To świr, ale i tak się z nim identyfikujesz.

Wielu ludzi nie rozumie, co oznacza określenie „silna kobieta”. Nie musi naprawiać samochodów ani być geniuszem komputerowym – wystarczy, że będzie interesująca. Zaczynałam jako komik i często słyszałam od reżysera: „Mamy dla ciebie świetną rolę: to jedyna inteligentna postać w całej serii.” Świetnie – więc jak ma być śmieszna? Mój amerykański agent co chwilę wysyła mi scenariusze, w których piękna dwudziestolatka wchodzi do baru i rozpoczyna bijatykę. Jeśli tak ważne jest to, żeby się z nią identyfikować, dlaczego zachowuje się jak automat? Chciałam przekonać się, czy widzowie zaakceptują bohaterkę, która na każdym kroku popełnia błędy. Ruth bywa bezlitosna, ale ma gdzieś, czy jakiś facet uzna ją za atrakcyjną. To jej nie definiuje. Możesz jej nie lubić, ale będziesz ją szanował.

Trudno czasem zmierzyć się z oczekiwaniami innych?

Dlatego tak bardzo podobał mi się Logan Jamesa Mangolda – dotyczył podobnych zagadnień. Stan niebłogosławiony to zresztą też film o superbohaterach: Ruth stopniowo odkrywa w sobie moc. Tylko nie wykorzystuje jej dla dobra ludzkości.

Moi przyjaciele powtarzali mi, żeby nie przyznawać się do tego, że spodziewam się dziecka. „Nikt cię nie zatrudni” – powtarzali. Ukrywałam to przez 6 miesięcy, a potem w jednym z brukowców ukazał się artykuł o wariatce, która wyreżyseruję film w ciąży [śmiech]. Jeśli chcesz ze mną pracować, musisz zaakceptować fakt, że jestem matką. Kiedy po raz pierwszy spotkałam się z moimi agentami, musiałam nakarmić piersią córkę. Nie byli do tego przyzwyczajeni. Jakiś reżyser żąda na planie świeżego sushi, a ja oczekuję pomocy w opiece nad dzieckiem, bo tylko wtedy dobrze wykonam swoją pracę. Jeśli nie prosisz o pomoc, nigdy jej nie dostaniesz. To moja nowa dewiza.

Alice Lowe

Brytyjska aktorka, scenarzystka i reżyserka. Współpracowała między innymi z Benem Wheatleyem i Edgarem Wrightem. W 2015 roku wyreżyserowała swój pierwszy film pełnometrażowy, „Stan niebłogosławiony”, którego premiera odbyła się podczas festiwalu w Wenecji.

 

Komentarze

Napisane przez:

marta.balaga@gmail.com

Dziennikarka filmowa publikująca w Polsce i za granicą. Pisze m.in. dla "Episodi", "Sirp Eesti Kultuurileht", "La Furia Umana" oraz "Dwutygodnika". Współpracuje z wieloma festiwalami filmowymi, w tym z Helsinki International Film Festival. Uwielbia kino kultowe wychodząc ze (słusznego) założenia, że każdy film powinien być o zombie.