Tarapaty – recenzja filmu

Takich tarapatów życzę każdemu

 

Młodzi widzowie nie mają dzisiaj lekko. W przeciwieństwie do nich należę do pokolenia, które doskonale pamięta polskie filmy czy seriale realizowane specjalnie z myślą o dzieciach. Zamiast tego mamy dziś wysokonakładowe produkcje sygnowane przez Pixar czy DreamWorks. I dobrze. Ale jeszcze lepiej mieć alternatywę. A nie ma co ukrywać, że za rodzime produkcje, nawet jeśli są skromniejsze czy niedoskonałe, trzymamy kciuki ze zdwojoną siłą. Dlatego Tarapaty Marty Karwowskiej to film, któremu kibicuję szczególnie mocno. 

Cieszy, że po latach posuchy, w końcu coś w tej materii ruszyło. W ubiegłym roku mogliśmy oglądać udaną ekranizację młodzieżowej literatury, czyli Za niebieskimi drzwiami Mariusza Paleja, teraz czas na Karwowską. Ważne jest, że ci twórcy odważnie i świadomie wybierają swoją drogę, w końcu w jednym i drugim przypadku to dla nich pełnometrażowe debiuty. Kluczem do sukcesu, a wydaje mi się, że dotyczy to tak filmu Paleja, jak i Karwowskiej, jest traktowanie młodego widza po partnersku. W Tarapatach nie ma protekcjonalnego tonu, taniego dydaktyzmu, a zastępuje je entuzjazm i dbałość o każdy detal. Nie od dziś wiadomo, że młodzi widzowie to z jednej strony najwdzięczniejsza publika, z drugiej najbardziej wymagająca, która potrafi wyczuć nawet najdrobniejszy fałsz.

Tarapaty w pierwszej kolejności kojarzą mi się jednak nie z kinem a z literaturą. I to tą spod znaku Edmunda Niziurskiego czy Joanny Chmielewskiej, a więc autorów znanych dobrze zapewne też reżyserce. Bo to film w moim odczuciu zbudowany na pewnym sentymencie za kulturą młodzieżową, której już nie ma, a może wypadałoby ją wskrzesić. Kryminalna intryga i niemalże detektywistyczne zagadki, jakie rozwikłać muszą młodzi bohaterowie przełamywane są tu ciepłym poczuciem humoru. Na pierwszy plan wysuwają się rzecz jasna dzieciaki, ekranowa Julka (Hanna Hryniewicka) i Olek (Jakub Janota-Bzowski), ale nie sposób nie docenić też znanych, cenionych aktorów, którzy zaangażowali się w tę produkcję – Piotra Głowackiego, Jadwigi Jankowskiej-Cieślak, Krzysztofa Stroińskiego czy Romy Gąsiorowskiej. To ważne, bo z pewnością przyciągnie do kin kolejnych widzów. Amerykański gwiazdor Johnny Depp powiedział kiedyś, że rolę kapitana Jacka Sparrowa w Piratach z Karaibów przyjął głównie ze względu na to, by sprawić frajdę swoim dzieciom. Ciekawe czy podobnie było w ich przypadku.

Obok inteligentnej historii, która co ciekawe początkowo miała być opowieścią o reprywatyzacji, integralną częścią Tarapatów jest inscenizacja. Od walącej się rudery, przez kanały, gdzie rozgrywa się część akcji po plenery. Spójna i oryginalna wizja, która chwilami bawi, a kiedy indziej może młodych widzów nieco przestraszyć to owoc współpracy reżyserki ze świetnym i niezwykle wszechstronnym operatorem Kacprem Fertaczem oraz scenografką Julią Junoszą-Szaniawską. Tarapaty to dobry dowód na to, że polskie kino dla dzieci i młodzieży może być ciekawą alternatywą dla kosztowniejszych produkcji zagranicznych. Jestem przekonany, że młodzi widzowie ten film polubią, bo naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Byle tylko nie skończyło się na pojedynczych próbach.

Tarapaty
4 Nasza ocena
Criterion 1

 

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

Komentarze

Napisane przez:

kuba.armata@gmail.com

Dziennikarz filmowy. Pisze m.in. dla "Dziennika Gazety Prawnej", "Kina", "Magazynu Filmowego" czy Wirtualnej Polski. Autor ponad dwustu rozmów z ludźmi kina m.in. z Davidem Lynchem, Darrenem Aronofskym, Alanem Parkerem czy Xavierem Dolanem. Programer festiwali Netia Off Camera i Forum Kina Europejskiego Cinergia. Członek Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych Fipresci.