W starym, dobrym stylu – recenzja filmu

Niewystarczająco zgryźliwi tetrycy


W starym, dobrym stylu
stanowi odpowiedź na pytanie, które z pewnością dręczyło już wielu: co się stało z Zachiem Braffem z Chorych doktorów? Otóż reżyseruje teraz takie produkcyjniaki. I to na autopilocie, bo można odnieść czasem wrażenie, że swój najnowszy film zrobił znieczulony dokładnie tymi samymi lekami antydepresyjnymi, które jego bohater zażywał w Powrocie do Garden State. Szkoda, że ktoś życzliwy nie podsunął mu kokainy – przydałby się tu jakiś zastrzyk energii.

Nie można oskarżyć W starym, dobrym stylu o to, że powstawał bez scenariusza. Scenariusz był, tylko podwędzono go innym filmom. Filmom, nie filmowi, bo do samego końca Braff nie potrafi się zdecydować, czy zainspirowała go oryginalna wersja Martina Bresta z 1979 roku, Jackass: Bezwstydny dziadek, czy może raczej Zgryźliwi tetrycy. Pewnie dlatego na wszelki wypadek zatrudnił Ann-Margret. Nigdy nic nie wiadomo. Mogło być gorzej: historia trzech przyjaciół na emeryturze, którzy postanawiają pokazać bezdusznemu systemowi wykrzywiony artretyzmem środkowy palec i obrabować bank (kradnąc oczywiście tylko tyle, ile im się sprawiedliwie należy – w końcu to film familijny) jest stosunkowo bezbolesna. Irytuje jednak wyrachowaną schematycznością.

Wszystko rozgrywa się po bożemu: A prowadzi do B, B do C, a na każdym kroku pomocnie sugeruje się komu przyklasnąć, a kogo wybuczeć. Ta niewdzięczna rola przypada zwykle karykaturalnym pracownikom banku, co jest akurat dość zabawne biorąc pod uwagę fakt, że film współprodukował niejaki Steve Mnuchin – były bankier Goldman Sachs, niedawno mianowany sekretarzem skarbu przez Donalda Trumpa. Jak zauważył kiedyś Andrzej Sapkowski, życie nie ustaje w zadziwianiu nas ironią.

Brak pomysłów Braff stara się wynagrodzić udziałem sprawdzonych aktorów, z których każdy robi dokładnie to samo co zwykle: Alan Alda oczywiście narzeka, Michael Caine rozrabia (wiadomo – akcent), a Morgan Freeman jest szlachetny, bo Morgan Freeman w filmach nie gra, tylko promienieje dobrem. Przez chwilę to bawi, a jakże, panowie dobrze się razem czują i nawet reality show oglądają, ale to już było. I, wbrew temu co twierdziła Maryla Rodowicz, co chwilę wraca: po Hotelu Marigold w Hollywood najwyraźniej uważa się, że widz przełknie teraz każdą czerstwą komedię dla seniorów. Mnie stanęła w gardle.

W starym, dobrym stylu
2 Nasza ocena
Criterion 1

Komentarze

Napisane przez:

marta.balaga@gmail.com

Dziennikarka filmowa publikująca w Polsce i za granicą. Pisze m.in. dla "Episodi", "Sirp Eesti Kultuurileht", "La Furia Umana" oraz "Dwutygodnika". Współpracuje z wieloma festiwalami filmowymi, w tym z Helsinki International Film Festival. Uwielbia kino kultowe wychodząc ze (słusznego) założenia, że każdy film powinien być o zombie.