PYIFF 2017: Zacząć od zera

Podczas pierwszej edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok w Pingyao, która odbyła się w samym sercu starożytnego miasta wpisanego na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, wiele rozmawiano o przyszłości kina. Nawet na chwilę nie zapominając jednak o jego przeszłości. 

„Wszystkie moje filmy opowiadają o prowincji Shanxi” – wyjaśnia znany chiński reżyser Jia Zhangke, gdy rozmawiamy o jego nowym projekcie: festiwalu założonym dokładnie w tym samym miejscu, gdzie nakręcił fragmenty Platformy czy Dotyku zła. „Chiny rozrastają się w oszałamiającym tempie, ale to niestabilny rozwój. Dlatego lubię powracać do miejsc, od których wszystko się zaczęło. Nie mamy wielu festiwali filmowych, a większość z nich jest organizowana w miastach, które mogą pochwalić się rozwiniętą infrastrukturą. Pingyao jest inne, ale to najlepiej zachowane starożytne miasto w Chinach, a jego historia sięga ponad 2 tysięcy lat. Postanowiłem połączyć to dziedzictwo z kinem. Także dlatego, że w naszej filozofii powtarza się, że zawsze trzeba zacząć od zera: przejść w coś z niczego.” Współpracujący z nim Marco Müller, były dyrektor artystyczny festiwali w Wenecji i Rzymie, dodaje: „Jia Zhangke zawsze powtarzał: Spędziłem jedną trzecią życia na zagranicznych festiwalach – dlaczego nie mogę mieć własnego?” Trudno się z tym nie zgodzić.

Choć pierwsza edycja imprezy nazwanej na cześć słynnego widowiska Anga Lee – oraz ochrzczona mianem „Pingyao, rok zerowy” – nie miała oficjalnej sekcji konkursowej, nikomu nie przeszkodziło to w przyznaniu nagród. Jury imienia Roberto Rosselliniego w składzie Arnaud Desplechin, Xie Fei, Vishal Bhardwaj, Liu Zhenyun, Kaori Momoi i Aleksei German Jr. postanowiło nagrodzić Elizavetę Stishovą za debiutancki film Suleiman Mountain: koprodukcję powstałą we współpracy z Rosją, Kirgistanem oraz Polską. Nagroda za reżyserię powędrowała do Chloé Zhao za The Rider. Jury imienia chińskiego filmowca Fei Mu postanowiło uhonorować Vivian Qu za prezentowany już na festiwalu w Wenecji Angels Wear White oraz Liu Jiana za animowany Have A Nice Day, a nagrody aktorskie przypadły Feng Wenjuan za Please Remember Me oraz Claesowi Bangowi za dobrze znany już polskim widzom The Square.

„Gdyby nie festiwale, nie byłbym w stanie robić filmów. To bardzo ważna platforma, choć czasem wydaje mi się, że zbyt mocno dyktuje styl” – przyznaje Aleksei German Jr. „Młodzi filmowcy widzą, co odnosi sukcesy i potem starają się to naśladować. Fassbinder czy Fellini nie mieliby dziś szans na to, żeby przeprowadzać swoje eksperymenty.” Jego jury postanowiło jednak nagrodzić stosunkowo proste filmy. „Pozornie wiele nas dzieli, ale szybko okazało się, że każdy z nas szuka tu kina, a nie politycznych deklaracji. Zawsze śmieję się, że rosyjskich filmowców można podzielić na dwie grupy: tych, których praca okazuje się zrozumiała na Zachodzie i tych, których rozumieją tylko rodacy. Ja zaliczam się do tej drugiej, więc tym bardziej doceniam filmy, które tu zobaczyłem. Oczywiście nie mogę wypowiadać się w imieniu lokalnych widzów, ale dla mnie każdy z nich opowiadał w pełni uniwersalną historię.”

Najwyraźniej podzielili tę opinię – intymny portret rodziny, która wreszcie natrafia na poszukiwanego od lat syna, zdobył także wyróżnienia publiczności. „To nasze pierwsze nagrody!” – mówi Stishova, nawet nie usiłując ukryć ekscytacji. „Byłam bardzo ciekawa tego miejsca, bo cały festiwal wybudowano właściwie od zera. No i chciałam przekonać się, jak chińscy widzowie zareagują na mój film. Zależało mi na tym, żeby każdy z bohaterów był tu jednakowo ważny, dlatego w Suleiman Mountain nie ma zbyt wielu ujęć pokazujących krajobrazy. Postanowiłam skupić się na ich twarzach.” W tym tej należącej do debiutanta Daniela Daiyrbekova. „W Kirgistanie jest wiele przebojowych dzieci, ale chciałam znaleźć kogoś, kto by się wyróżniał. Ten chłopczyk wyglądał jak starzec. Miał ciekawą twarz, ale nie potrafił grać. Poprosił mnie jednak, żeby dać mu szansę i szybko nauczył się pracy przed kamerą” – dodaje.

Widzowie docenili też między innymi włoski komediodramat L’Ora legale w reżyserii duetu Ficarra i Picone, Never Leave Me Aidy Begic oraz Scary Mother Any Urushadze.

Poza pokazami nowych europejskich tytułów oraz nawiązania do dzieła Rosselliniego Niemcy, rok zerowy w nazwie pierwszej edycji, festiwal złożył też hołd legendarnemu francuskiemu reżyserowi Jean-Pierre’owi Melville’owi. Retrospektywa, podczas której po raz pierwszy zaprezentowano w Chinach jego najbardziej znane filmy, przyciągnęła wielu młodych widzów oraz znanych fanów artysty – w tym Johnniego To oraz samego Johna Woo, który znalazł też czas na to, żeby porozmawiać o swojej wieloletniej karierze. „Zawsze najbardziej inspirowało mnie francuskie kino. Chciałem być Jeanem-Pierrem Melvillem: miałem na jego punkcie prawdziwą obsesję” – przyznał. „Kiedy zacząłem reżyserować filmy w latach 70., pragnąłem nakręcić własnego Samuraja – nie mogłem oderwać wzroku od Alaina Delona w tamtym filmie. Zakochałem się w historii zabójcy, który poznaje w klubie dziewczynę i znajduje trochę szczęścia, a potem oddaje za nią życie. Pracując nad Płatnym mordercą po raz pierwszy zrozumiałem, na czym polega mój styl. Wykorzystałem jego historię, by opowiedzieć moją. Można więc powiedzieć, że to właśnie Melville doprowadził mnie do Hollywood.”

Skoro „rok zerowy” jest już za nami, jak wygląda przyszłość świeżo założonego festiwalu? „Na chwilę obecną nie zależy nam na wielu zmianach, a już na pewno nie na tym, żeby stawał się coraz większy” – przyznaje Marco Müller. „Agenci sprzedaży i rzecznicy prasowi zawsze powtarzają filmowcom, żeby spędzali na festiwalach tylko kilka dni. Nic dziwnego, że nikt nie ogląda potem filmów. A nam właśnie o to chodzi. Także dlatego, że nikt nie przejedzie pół świata tylko po to, żeby zostać tu przez dwie doby.” Mimo to Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Pingyao może wywołać w Chinach całkiem sporą rewolucję. „Dzięki rozpoznawalności Jii Zhangke, możemy popchnąć chińskie kino niezależne w zupełnie nowym kierunku. Kiedy rozmawialiśmy o tym po raz pierwszy, od razu zaznaczył, że taka inicjatywa mogłaby zainteresować 40, a nawet 50 milionów ludzi. W Chinach taka liczba na nikim nie robi wrażenia, ale mielibyśmy wtedy do czynienia z największą publicznością kina niszowego na świecie.” Jedno jest pewne – w czasie nadchodzących lat jeszcze nieraz usłyszymy o Pingyao.

Pierwsza edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok w Pingyao odbyła się w dniach 28 października – 4 listopada.

Komentarze

Napisane przez:

marta.balaga@gmail.com

Dziennikarka filmowa publikująca w Polsce i za granicą. Pisze m.in. dla "Episodi", "Sirp Eesti Kultuurileht", "La Furia Umana" oraz "Dwutygodnika". Współpracuje z wieloma festiwalami filmowymi, w tym z Helsinki International Film Festival. Uwielbia kino kultowe wychodząc ze (słusznego) założenia, że każdy film powinien być o zombie.