Piotr J. Lewandowski: Proste historie mnie nudzą

Ryzyko to część gry, jaką jest robienie filmów. To na pewno stanowiło duże wyzwanie, ale od samego początku wiedziałem, że nie chcę zrobić prostej historii. Proste historie mnie nudzą.

Jonathan to fabularny debiut Piotra J. Lewandowskiego. Film miał swoją światową premierę podczas ubiegłorocznej edycji ważnego, europejskiego festiwalu – Berlinale. Bardzo dobra prasa i przyjęcie ze strony publiczności nie przyspieszyły polskiej dystrybucji, na którą trzeba było czekać grubo ponad rok. To jednak jeden z tych przypadków, gdzie sprawdza się przysłowie: „lepiej późno, niż wcale”.

Twój pełnometrażowy debiut, film Jonathan, pokazywany był w ważnej sekcji berlińskiego festiwalu – Panoramie. Zakładam, że to z jednej strony ogromne wyróżnienie, ale z drugiej niemały stres.

Obecność filmu na Berlinale była bardzo ważnym przeżyciem. Co prawda mieliśmy wcześniej sporo pokazów testowych, ale uczestniczyły w nich głównie osoby, które znałem, nie da się więc tego porównać. Jonathan na pewno polaryzuje. Nie każdemu łatwo będzie go przetrawić i zaakceptować. Obecnie trudno mi go obiektywnie ocenić. Liczne spotkania z publicznością, reagującą wyjątkowo intensywnie, dostarczyły mi emocji, jakich wcześniej nie zaznałem. Film został przyjęty bardzo dobrze, ale wiem, że będę się uczył przede wszystkim na krytyce, a nie samych komplementach. Niemniej jednak było to miłe zwieńczenie trzyletniej, bardzo intensywnej pracy nad filmem.

Czyli i tak udało ci się go zrealizować w miarę szybko.

Tak, zwłaszcza jak na debiut. Było to jednak możliwe dzięki temu, że scenariusz Jonathana dostał w Niemczech kilka prestiżowych nagród. To otworzyło wiele drzwi, czego na przykład zabrakło wcześniej w Polsce. Choć doświadczenia pracy przy wcześniejszych projektach z Danutą Stenką, Zbigniewem Zamachowskim czy Borysem Szycem wspominam bardzo dobrze.

No właśnie, jak to się stało, że robisz filmy w Niemczech?

Sam do końca nie wiem, jak to się wszystko potoczyło. Jestem malarzem, zajmowałem się animacją, robiłem filmy eksperymentalne, ale w pewnym momencie zauważyłem, że brakuje mi cierpliwości oczekiwania na końcowy efekt. Jednocześnie miałem w głowie sporo historii, które chciałem przełożyć na język kina. Kiedyś przed laty wygrałem w Niemczech konkurs dla młodych talentów i to pozwoliło mi na rozwijanie się w kierunku artystycznym. Wiele podróżowałem, mieszkałem we Francji, Anglii, gdzie nawet zdałem do szkoły filmowej. Ostatecznie trafiłem do Akademii Sztuk Pięknych w Niemczech, gdzie bardzo poważnie traktowano także edukację filmową. Zdałem tam egzaminy, praktycznie nie znając języka. I tak się zaczęło.

Mówisz o wielu historiach, które masz do opowiedzenia. Jonathan jest jedną z nich?

Staram się robić filmy, które by mnie ciekawiły. A jednocześnie widzę, że zawsze są one o miłości. To niezwykle pojemny i niejednoznaczny temat, do którego można podejść na tysiąc różnych sposobów. Scenariusz Jonathana oparty jest na faktach. W filmie jest wiele wątków autobiograficznych, ale nie jest to opowieść o moim ojcu.

Akcja twojego filmu rozgrywa się z dala od wielkiego miasta, w dużej mierze w naturalnych plenerach. Skąd taka decyzja?

Od samego początku wiedziałem, że ten film musi być mocno związany z naturą. Zależało mi na tym, by był uniwersalny, żeby widzowie nie łączyli go z konkretnym miejscem, żeby ważni byli ludzie i ich emocje, a nie miejsca. Poza tym w takich naturalnych krajobrazach doskonale widać, jak życie łączy się ze śmiercią. A przecież także o tym jest ten film.

Dla mnie to w pierwszej kolejności opowieść o krzyżujących się, nierzadko trudnych, relacjach międzyludzkich. Widać to najlepiej na przykładzie twojego bohatera i jego relacji z ojcem, ciotką, dziewczyną, przyjacielem ojca.  

Lubię takie wzajemnie krzyżujące się na wielu płaszczyznach relacje. To bardzo pociąga mnie w kinie i inspiruje. Choć nie było łatwo połączyć tyle wątków w obrębie jednej historii. Stanowiło to chyba największe wyzwanie podczas realizacji. Jonathan to film o życiu. Często przecież jest tak, że jednego dnia się śmiejemy, a kolejnego płaczemy. Ktoś się rodzi, ktoś inny umiera. Takie jest życie, nie ma w nim prostych rzeczy. A raczej pełne jest krętych dróg i trudnych wyborów. Chciałem o tym opowiedzieć w możliwie autentyczny sposób.

Wiele wątków to jednocześnie spore ryzyko, że po niektórych z nich można się jedynie prześlizgnąć. Nie miałeś takich obaw?

Ryzyko to część gry, jaką jest robienie filmów. To na pewno stanowiło duże wyzwanie, ale od samego początku wiedziałem, że nie chcę zrobić prostej historii. Proste historie mnie nudzą.

Wiążesz swoje reżyserskie plany z Polską?

Chciałbym, żeby mój kolejny projekt częściowo rozgrywał się w Polsce, ale jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Sercem cały czas wracam do Polski. Tam też mieszka cała rodzina. To moja ojczyzna, czuję się z nią związany. Ale jakoś tak wyszło, że pracuję gdzie indziej. Dzisiaj jest mi znacznie łatwiej w Niemczech. W Polsce wszystko jest dla mnie nowe, nikt mnie tam nie zna. Niemniej jednak jestem otwarty na współpracę i szukam nowych, ciekawych scenariuszy. A wiem, że w Polsce jest mnóstwo kreatywnych osób, z którymi chętnie bym pracował.

 

Cały wywiad ukazał się w ”Magazynie Filmowym’’ nr 4/2016.

Piotr J. Lewandowski

Polski reżyser i scenarzysta, mieszkający na stałe i pracujący w Niemczech. Studiował m.in. w Warszawie, Paryżu i Londynie. Na swoim koncie ma krótkie metraże, animacje i filmy eksperymentalne. ”Jonathan’’ to jego pełnometrażowy fabularny debiut. Chciałby któryś z kolejnych filmów zrobić w Polsce.

Komentarze

Udostępnij wpis
Napisane przez:

kuba.armata@gmail.com

Dziennikarz filmowy. Pisze m.in. dla "Dziennika Gazety Prawnej", "Kina", "Magazynu Filmowego" czy Wirtualnej Polski. Autor ponad dwustu rozmów z ludźmi kina m.in. z Davidem Lynchem, Darrenem Aronofskym, Alanem Parkerem czy Xavierem Dolanem. Programer festiwali Netia Off Camera i Forum Kina Europejskiego Cinergia. Członek Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych Fipresci.