Ten film uczy tolerancji – operator ‚Kształtu wody’ o kulisach filmu

Rozmowę z duńskim operatorem Danem Laustsenem rozpoczęliśmy od wspominków z festiwalu Camerimage, gdzie zresztą się spotkaliśmy.

„Gościłem wiele lat temu na tym festiwalu, mając film w konkursie. Kiedy teraz przyjechałem, trochę się zdziwiłem, coś mi nie grało. Wszystko ułożyło się w jedną całość, kiedy ktoś mi powiedział, że Camerimage odbywa się teraz w innym mieście niż wcześniej” – żartował Duńczyk, pracujący zarówno w Europie, jak i przy dużych hollywoodzkich produkcjach.

Kształt wody, który nominowany jest do siedmiu Złotych Globów, to jego trzeci film zrealizowany wspólnie z Guillermo Del Toro. Reżyserem, któremu wyobraźni pozazdrościć mógłby każdy.    

Kształt wody odniósł spektakularny sukces na festiwalu w Wenecji, zdobywając tam główną nagrodę – Złotego Lwa. Biorąc pod uwagę fakt, że kino amerykańskie ostatnimi czasy traktowane jest na tych największych europejskich imprezach trochę po macoszemu, była to dla was duża niespodzianka?

To naprawdę duża sprawa, bo Kształt wody to chyba pierwszy amerykański film, który wygrał festiwal w Wenecji. Potwierdza się zatem to, o czym wspomniałeś. Prawdę mówiąc, nie zastanawiałem się specjalnie nad naszymi szansami, bardziej interesowało mnie to, że mamy okazję zaprezentować naprawdę fantastyczny film. Powiem nieskromnie, że także ze swojej pracy jestem bardzo dumny (śmiech). Dla mnie jako operatora to była duża frajda móc wziąć udział w realizacji kolejnej niesamowitej wizji, jaka wyszła z głowy Guillermo. To naprawdę świetna historia i bardzo adekwatna do dzisiejszych czasów. Świat, w którym przyszło nam funkcjonować, zmierza w dziwną stronę. I kiedy nagle słyszysz, że masz możliwość zrealizowania filmu o dziewczynie, która zakochuje się w przedziwnej kreaturze, myślisz sobie: „O co w tym do cholery chodzi?”. Wtedy przypominasz sobie tę globalną dyskusję o problemie imigrantów i tym, jak alergicznie poszczególne państwa na to reagują. W wielu krajach do głosu doszła skrajna prawica, budująca narrację, według której zwykli ludzie boją się obcych. W historii, którą opowiedzieć postanowił Guillermo Del Toro, wspaniałe jest to, że uczy ona tolerancji.

Już od samego początku zrobiła ona na tobie takie wrażenie?

Pamiętam, że kiedy przeczytałem scenariusz po raz pierwszy, byłem wręcz porażony. O samej historii słyszałem już nieco wcześniej, kiedy pracowaliśmy z Guillermo nad filmem Crimson Peak: Wzgórze krwi. Trochę mi o swoim kolejnym pomyśle opowiadał, nie wdając się jednak zbytnio w szczegóły. Dlatego lektura scenariusza była tym większą niespodzianką. Pomyślałem wtedy, że to naprawdę bardzo dobre, stylowe i oryginalne love story. Początkowo mieliśmy taki plan, by nakręcić film w czerni i bieli. Co dla mnie jako operatora byłoby jeszcze bardziej fascynujące. Zaręczam ci, że każdy autor zdjęć na świecie chciałby taki film zrobić.

Z czego to wynika?

Czerń i biel to bardzo potężne narzędzie. Ta poetyka jest piękna, czysta, to rodzaj powrotu do korzeni i całej tradycji opowiadania historii za pomocą obrazu. Ostatecznie jednak musieliśmy z tego pomysłu zrezygnować, bo na taką artystyczną „zachciankę” pewnie nie znaleźlibyśmy finansowania. Przenieśliśmy się zatem w świat koloru, co finalnie moim zdaniem było słuszną decyzją. Kształt wody ma piękną paletę kolorów, istotną dla procesu opowiadania tej historii. Powiedziałbym, że chcieliśmy nakręcić ten film jako nowoczesne czarno-białe kino, tyle że w kolorze.

Kształt wody nie przypomina dzisiejszych wysokobudżetowych produkcji. Przywodzi raczej na myśl kino w starym stylu.

Dokładnie o osiągnięcie takiego efektu nam chodziło. Chcieliśmy, żeby wcielająca się w główną rolę Sally Hawkins kojarzyła się trochę z księżniczką, a ta tajemnicza kreatura od pierwszego momentu robiła na widzach wrażenie. Spędziliśmy naprawdę dużo czasu na rozmowach, jak to wszystko osiągnąć. Bardzo ważną rolę odegrało w tym m.in. światło i wiele prostych, manualnych rozwiązań.

To nie była twoja pierwsza współpraca z Guillermo Del Toro. Wspomniałeś o Crimson Peak: Wzgórzu krwi z 2015 roku, ale spotkaliście się już pod koniec lat 90.

Wiele lat temu kręciłem w Los Angeles film pod tytułem Nocna straż w reżyserii Ole Bornedala. Realizowaliśmy go pod skrzydłami braci Weinstein. Bardzo im się on spodobał, także od strony wizualnej, i przy jakiejś okazji wspomnieli Guillermo, że powinien sprawdzić tego operatora, czyli mnie. Spotkaliśmy się i postanowiliśmy spróbować. Mowa o filmie Mutant z 1997 roku. To miał być dopiero drugi film w reżyserskim dorobku Del Toro. Pamiętam, że nie było łatwo, bo dość mocno w produkcję ingerowało studio. Sama historia bardzo nam się jednak podobała i pomimo że był to dość mroczny film, świetnie się podczas jego realizacji bawiliśmy. Chyba każdego dnia chciano mnie wyrzucać z pracy, bo panowała opinia, że ten film jest zbyt ciemny. Ale takie założenie obraliśmy sobie z Guillermo, podobnie zresztą jak później w przypadku Crimson Peak: Wzgórza krwi czy właśnie Kształtu wody. Zbliżyło nas do siebie to, że w bardzo podobny sposób myśleliśmy o wykorzystaniu światła w kinie. On lubi opowiadać swoje historie za pomocą ruchów kamery, właśnie światła, w bardzo wizualny sposób, co jest wdzięczne dla operatora. Poświęca wiele uwagi swoim aktorom, ale jednocześnie jest bardzo skupiony na wszelkich detalach związanych z innymi pionami – scenografią, kostiumami, charakteryzacją czy właśnie zdjęciami. Mogę powiedzieć, że za każdym razem nasza współpraca była bardzo bliska i opierała się na partnerskich relacjach.

Miałeś okazję kiedykolwiek wcześniej bądź później pracować z reżyserem o tak nieprawdopodobnej wyobraźni wizualnej?

Nie, Guillermo jest absolutnie wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Do każdego filmu bardzo długo się przygotowuje, czy to od strony scenariuszowej, czy koncepcyjnej. Jak wspomniałem, ma bzika na punkcie detali, więc w zasadzie wszystko przez niego przechodzi. To fantastyczne, jak mocno angażuje się w produkcję. Choć pochodzi z Meksyku jest takim reżyserem, który łączy w sobie amerykański rozmach z charakterystyczną dla europejskich twórców wrażliwością i autorskim podejściem do kina. Warto dodać, że jest kinofilem, ma bardzo dużą wiedzę filmową. Mam nadzieję, że Kształt wody odniesie sukces nie tylko artystyczny, ale i komercyjny, będzie dowodem na to, że i w Stanach Zjednoczonych jest miejsce na takie kino. Zrobiony on jest w trochę inny sposób, lecz w pierwszej kolejności to po prostu świetna historia. Nie chcę zapeszać, ale póki co dostajemy mnóstwo pozytywnej energii związanej z recepcją filmu. Oby tak dalej.

Wspomniałeś o tym, że Del Toro jest kinofilem. W Kształcie wody czuje się klasykę kina, chociażby odwołania do monster movies.

O tak, Guillermo jest wielki fanem tych filmów, ma je wszystkie w małym palcu. Czego nie można powiedzieć o mnie (śmiech). Del Toro mówił o pomysłach, jakie siedziały mu w głowie, a potem wspólnie rozmawialiśmy, czy coś zrobić w taki, a może inny sposób. Zwłaszcza że staraliśmy się rzeczywiście zrealizować ten film w dość klasyczny sposób. Stosunkowo niewiele dodaliśmy później na etapie postprodukcji. Bardzo mi ten sposób realizacji odpowiadał.

Skoro większość rzeczy staraliście się realizować manualnie, zakładam, że musiało to być duże wyzwanie, także z operatorskiego punktu widzenia.

To był chyba jeden z najtrudniejszych filmów, przy których pracowałem. Ale z drugiej strony właśnie na tym polega cała zabawa. Sporym wyzwaniem było chociażby eksperymentowanie ze światłem. Staraliśmy się jak najwięcej opowiedzieć obrazem i wizualnymi środkami, z których korzysta operator. Strona wizualna była tu bardzo mocnym narzędziem narracyjnym, co zresztą ma swoje wytłumaczenie w fabule filmu. Ale za dużo zdradzać nie możemy.

Przeczytałem, że Del Toro poświęcił aż trzy lata na zaprojektowanie tej kreatury.

Szczerze mówiąc, nie wiem, ale znając go, wierzę, że tak właśnie mogło być. Jeszcze kiedy kręciliśmy Crimson Peak: Wzgórze krwi, pokazywał mi pierwsze szkice, rysunki kreatury. Miał chyba na jej punkcie małą obsesję, więc już na etapie projektowania poświęcił jej mnóstwo czasu. Nie ma jednak w tym przypadku, bo to przecież jeden z kluczowych bohaterów filmu. Zatem dopracowanie go, także od strony wizualnej, było kluczowe dla powodzenia Kształtu wody. Zależało nam na tym, żeby nie było od razu widać wszystkiego, żeby ta postać pozostawała trochę w mroku. Choć może nie do takiego stopnia jak Obcy u Ridleya Scotta. To zawsze spore wyzwanie, bo wydajesz na coś mnóstwo pieniędzy i nagle przychodzi ten moment, w którym wszyscy widzą efekt. Dla Guillermo ta postać to nie kreatura, a bohater, aktor. A on jak mało który reżyser kocha swoich aktorów.

 

Del Toro w jednym z wywiadów powiedział, że zrobił go z czystym sercem w opozycji do otaczającego nas cynizmu, nienawiści, agresji.

Zgadzam się z każdym słowem tej wypowiedzi. Poświęcił tej historii naprawdę sporo czasu. Jestem przekonany, że takie wartości, jak miłość, tolerancja i wzajemny szacunek, o którym dzisiaj często zapominamy, to dla niego bardzo ważne kategorie. Bo przecież w pierwszej kolejności Kształt wody to poruszające love story opowiadające o dwójce nietypowych bohaterów, którzy się spotykają i się w sobie zakochują. Guillermo powiedział kiedyś, że już samo spojrzenie jest aktem miłości. To w gruncie rzeczy bardzo proste, ale w tej prostocie tkwi piękno i siła.

 

Akcja filmu rozgrywa się w 1962 roku, w trakcie zimnej wojny. Del Toro powiedział w Wenecji, że to w równej mierze film o tamtym momencie, co o teraźniejszości.

Zgoda, przecież konflikt pomiędzy Ameryką a Rosją, w realiach którego rozgrywa się akcja filmu, bazował w dużej mierze na niewiedzy, dezorientacji zwykłych ludzi. Teraz jest podobnie. Boimy się ludzi, którzy przybywają do naszego kraju z różnych części świata, i w imię tego lęku chcemy ich wyrzucić. Kształt wody może posłużyć za ciekawą metaforę, patrząc na to, co dzieje się w Danii, Polsce czy Stanach Zjednoczonych. Cały świat przechyla się coraz bardziej na prawo. To smutne.

Cały wywiad będzie można przeczytać w marcowym numerze „Kina”.

Zobacz, co pisaliśmy o filmie.

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

 

Dan Laustsen

Ceniony duński operator filmowy. Ale jak można nie cenić kogoś, kto w swoim dorobku ma film ‚Mutant’.

Komentarze

Napisane przez:

kuba.armata@gmail.com

Dziennikarz filmowy. Pisze m.in. dla "Dziennika Gazety Prawnej", "Kina", "Magazynu Filmowego" czy Wirtualnej Polski. Autor ponad dwustu rozmów z ludźmi kina m.in. z Davidem Lynchem, Darrenem Aronofskym, Alanem Parkerem czy Xavierem Dolanem. Programer festiwali Netia Off Camera i Forum Kina Europejskiego Cinergia. Członek Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych Fipresci.