Odessa 2018: Najlepsze filmy

Zwycięzcami 9. edycji festiwalu filmowego w Odessie, gdzie jury przewodniczyła w tym roku polska producentka Ewa Puszczyńska, bezsprzecznie okazali się Grecy – dramatowi Pity w reżyserii Babisa Makridisa przyznano nagrody za reżyserię oraz najlepszy film. Po przyjrzeniu się z bliska słynnym schodom, które Siergiej Eisenstein rozsławił w 1925 roku sceną masakry w Pancerniku Potiomkin, my postanowiliśmy jednak skupić się raczej na najnowszych osiągnięciach wschodniej kinematografii. Na szczęście tym razem obyło się bez ofiar. 

Home Games

„Dziewczyny, tchórze nie mogą grać w piłkę nożną!” – warczy trenerka drużyny kobiet walczących o awans do ukraińskiej pierwszej ligi w (słusznie) nagrodzonym na festiwalu dokumencie Alisy Kovalenko, ale fani Podkręć jak Beckham powinni mieć się na baczności. Kovalenko także opowiada tu o utalentowanej zawodniczce, już w wieku 7 lat przebierającej się za chłopca, by tylko móc grać, lecz znacznie bardziej interesuje ją to, co spotyka Alinę po zejściu z boiska. Pozbawiona wsparcia rodziców, wiecznie pijanych lub za kratkami, musi samodzielnie wychowywać swoje młodsze rodzeństwo. Opieka nad dwójką dzieci, zupełnie nieświadomych tego, że stają ukochanej siostrze na drodze do wymarzonej kariery, szybko zaczyna przesłaniać jej inne cele, ale zabawna, praktyczna Alina stara się nie poddawać. W końcu, jak zauważono już w komedii Gurinder Chadhy, każdy może ugotować aloo gobi. Ale nie każdy podkręci piłkę jak Beckham.

Donbas

Co festiwal, to nowy film Siergieja Łoźnicy. Po Austerlitz (2016), Łagodnej (2017) i Dniu zwycięstwa (2018) przyszedł czas na Donbas, składający się z zainspirowanych prawdziwymi wydarzeniami scenek ukazujących wyniszczający konflikt na wschodniej Ukrainie. Choć niektóre z poruszanych tu wątków interesują go od bardzo dawna, to chyba najbardziej przystępny film Łoźnicy od lat. A także najbardziej zrozumiały, o czym świadczyło ciepłe przyjęcie przez lokalną publiczność. „Reakcja była tu zupełnie inna niż w Cannes” – mówił nam reżyser po pierwszym pokazie. „We Francji, ludzie bali się tego, co pokazuję. Tu nie bali się z tego śmiać. Na Wschodzie mamy własny sposób opisywania zła, bo jeśli doda się do niego trochę humoru, nagle wydaje się mniej groźne. Kiedy musisz podnieść kawałek rozżarzonego metalu, najpierw trzeba znaleźć coś, czym uda się go złapać. Humor i ironia to narzędzia, które pomagają widzom uporać się z trudnymi tematami w moich filmach.”

Crystal Swan

Do każdego filmu opowiadającego o latach 90. podchodzimy z dużą dozą sympatii, ale powiedzmy sobie szczerze: komediodramat zamieszkałej w Nowym Jorku białoruskiej reżyserki Daryi Zhuk podobał nam się… mniej więcej do połowy. Ale jaka to fantastyczna pierwsza połowa! Historia uwielbiającej muzykę house szalonej DJ-ki, usiłującej wyjechać z Mińska do Chicago, zaczyna się energicznie i z polotem. Głównie dzięki grającej ją Alinie Nassibulinie, która do noszenia jaskrawych peruk zachęciłaby chyba każdego. „Kiedy tylko ją poznałam, powiedziałam: „O nie, żadnego techno. Będziesz słuchać house’u!” – tłumaczyła nam ze śmiechem Darya Zhuk. „Chciałam uciec od tego stereotypu szarych, smętnych bloków z Lilja 4-ever, więc wróciłam do czasu mojej młodości. Chyba sama zawsze chciałam być właśnie DJ-em. Uważano to jednak za męskie zajęcie – zupełnie jak reżyserię. Najwyższy czas to zmienić.” Święte słowa.

Putin’s Witnesses

Rosyjski reżyser o ukraińskich korzeniach, Witalij Manski, jest nam znany od dawna i każdy, ale to każdy jego film zasługuje na uwagę. Najbardziej lubimy chyba Pod opieką wiecznego słońca, kiedy to na zlecenie władz Korei Północnej zrobił film propagandowy, a potem, no cóż, kilka razy zapomniał wyłączyć kamerę. A przynajmniej lubiliśmy, bo Putin’s Witnesses także zrobił na nas piorunujące wrażenie. Film Manskiego przypomniał nam trochę niedawną książkę o Trumpie – co właściwie wyobrażali sobie ludzie, zatrudniając go do dokumentowania pierwszej kampanii Putina? Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Rozczarowany postępującymi zmianami, wyjechał z Rosji i w najnowszym filmie zastanawia się nad ceną, jaką musiał zapłacić za „naiwne przekonanie, że jest tylko świadkiem.” W międzyczasie rozmawia ze szkolną nauczycielką Putina i Borysem Jelcynem, który wygraną następcy kwituje krótko: „To moje zwycięstwo.” A potem bezskutecznie czeka na jego telefon. „Witalij, przestać kręcić!” – słychać wtedy w tle. A Witalij nie słucha.

Delta

Opis Delty w festiwalowym katalogu trochę nas przeraził: „dokument o ludziach żyjących nad Dunajem i zarabiających na życie ciężką pracą, ale jednocześnie czerpiących radość z każdej chwili swojego życia.” Na szczęście w przeciwieństwie do wielu podobnych tytułów, którymi dręczy się ludzi na festiwalach, Delta ma jedną ogromną zaletę – trwa tylko półtorej godziny. Do tego naprawdę trudno nie polubić filmu, za którym stoi studio o pięknej nazwie Honest Fish Documentary Stories. A już na poważnie – to naprawdę piękny film. I to dosłownie, bo ujęcia okrytych mgłą pól należą chyba do to najefektowniejszych, jakie widzieliśmy w tym roku w kinie. Do tego dochodzi jeszcze czarne poczucie humoru wiodących niełatwe życie bohaterów. „Drzewo może się na ciebie przewrócić, samochód może cię przejechać, a łódka uderzyć” – tłumaczy pijaczek przerażonemu dziecku. „Nie można się wszystkiego bać, bo śmierć i tak jest nieuchronna.” Amen.

Komentarze

Napisane przez:

marta.balaga@gmail.com

Dziennikarka filmowa publikująca w Polsce i za granicą. Pisze m.in. dla "Episodi", "Sirp Eesti Kultuurileht", "La Furia Umana" oraz "Dwutygodnika". Współpracuje z wieloma festiwalami filmowymi, w tym z Helsinki International Film Festival. Uwielbia kino kultowe wychodząc ze (słusznego) założenia, że każdy film powinien być o zombie.