‚Niemiłość’ oczami operatora Andrieja Zwiagincewa

Wszechobecne poczucie wolności

 

Z Andriejem Zwiagincewem rosyjski operator Mikhail Krichman współpracuje od lat. Do stylu swojego przyjaciela i czołowego dzisiaj autora kina europejskiego przyzwyczaił się do tego stopnia, że współpracę z Liv Ullmann (Panna Julia, 2014) czy Jimem Sheridanem (Tajny dziennik, 2016) postrzegał jako zupełnie nowe zawodowe doświadczenie. Największe sukcesy zapewniła mu jednak współpraca ze Zwiagincewem, czego dowodem chociażby nagroda w Wenecji czy triumf na festiwalu Camerimage z filmem Lewiatan. Znakomita Niemiłość (film oceniamy tutaj), o której sam Krichman mówi, że jest najciemniejszym dziełem rosyjskiego reżysera, przyniosła mu już Europejską Nagrodę Filmową oraz Srebrną Żabę na bydgoskim festiwalu. 

Niemiłość Andrieja Zwiagincewa to dla mnie jedno z większych przeżyć filmowych od dłuższego czasu. Nie pamiętam, kiedy oglądałem inny film oparty na tak dobrym, spójnym i przejmującym scenariuszu. Na tobie też od samego początku wywarł takie wrażenie?

Pracowaliśmy nad tym filmem z Andriejem przez dość długi czas. Mam na myśli zarówno nasze rozmowy, przygotowania, jak i sam okres zdjęciowy. Nie pamiętam zatem dokładnie, co sobie pomyślałem, kiedy po raz pierwszy trafił do mnie ten tekst. Na pewno uderzył w moje czułe struny i byłem nim głęboko poruszony. W przypadku tekstów Andrieja i współpracującego z nim często Olega Negina to jednak nic nadzwyczajnego. Tak było już wcześniej, chociażby w przypadku Eleny czy Lewiatana.

Ze Zwiagincewem współpracujesz od lat, robiąc zdjęcia do jego wszystkich fabuł, począwszy od debiutanckiego Powrotu. Jak zaczęła się ta znajomość?

Powiedziałbym, że w bardzo typowy sposób. Andriej był dobrym znajomym mojego przyjaciela, z którym nakręciłem kilka teledysków. Dowiedziałem się wtedy od niego, że Zwiagincew szuka operatora do pracy przy serialu telewizyjnym Czarny pokój. Wtedy właśnie się poznaliśmy. Pokazałem mu moją montażówkę, złożoną z fragmentów teledysków, przy których pracowałem. Bo trzeba zaznaczyć, że do tego momentu nie miałem żadnego doświadczenia z kinem fabularnym. Obok teledysków pracowałem jedynie przy dokumentach. Pamiętam, że moje demo nie zrobiło na Andrieju najmniejszego wrażenia. Niespodziewanie spodobało mu się coś innego, do czego przyznał mi się zresztą dopiero kilka lat później. Pokazałem mu mianowicie fragment nakręconego przeze mnie amatorskiego nagrania z Hiszpanii, gdzie spędzaliśmy z żoną nasz  miodowy miesiąc. Do dziś nie wiem, co szczególnego w tym znalazł, ale tak właśnie zaczęła się nasza współpraca, która wciąż trwa. Może zobaczył tam jakąś intymność cechującą jego filmy? Sam nie wiem.

Niemiłość miała swą premierę w canneńskim konkursie, gdzie zdobyła prestiżową Nagrodę Jury. Na konferencji prasowej po pokazie filmu powiedziałeś, że macie z Andriejem taką zasadę, iż zawsze staracie się zacząć współpracę na możliwie najwcześniejszym etapie. Tak było i tym razem?

To prawda, choć wydaje mi się, że to w ogóle sposób pracy Andrieja, który obserwuję od naszego pierwszego wspólnego projektu, czyli wspomnianego serialu telewizyjnego. Andriej zaczyna intensywne przygotowania około roku przed planowanym wejściem w okres zdjęciowy. Najwcześniej, kiedy tylko to możliwe, biorąc pod uwagę inne zobowiązania. Czasami robi to sam, kiedy indziej ze współscenarzystą, z którym zazwyczaj pracuje. Gdy scenariusz nabiera ostatecznego kształtu i mam okazję go przeczytać, spotykamy się i stopniowo wspólnie zaczynamy przez niego przechodzić. Dla nas jest ważne, by odbyło się to jak najwcześniej, bo mamy wtedy więcej czasu na odpowiednie przygotowanie. A to pozwala z kolei uniknąć błędów, choć i te siłą rzeczy się zdarzają. Andriej wypracował sobie już taką pozycję, że ma względny komfort, jeżeli chodzi o okres zdjęciowy i jego długość, ale każdy budżet ma swoje ograniczenia i nie wszystko da się pokonać. Trzeba być tego świadomym i myślę, że w dużej mierze właśnie z tego bierze się takie podejście. Zdarza nam się czasami wydłużyć okres zdjęciowy o jeden czy dwa dni, lecz nie więcej. To wymaga dobrego przygotowania. Wszystko zaczyna się od rozmów, które prowadzimy nawet nie tyle w biurze, co w kuchni u któregoś z nas czy jakiejś kawiarni. Dotyczą oczywiście scenariusza. Potem zaczynamy podróżować, typujemy lokacje, dochodzi do tego scenografia, zaczynają się castingi.

Jak wyglądał scenariusz Niemiłości z twojej perspektywy? Wspomniałeś kiedyś, że im większą swobodę Andriej daje swoim aktorom, tym lepsze rezultaty uzyskuje. Jest tu zatem miejsce na improwizację?

Nie użyłbym chyba słowa improwizacja. Andriej świetnie zna naturę aktora, gdyż sam ma takie doświadczenie. Wie, jak skierować go na właściwe tory. Początkowo scenariusz Niemiłości miał formę literacką, wręcz poetycką, zawierał wiele opisów. Tuż przed wejściem na plan mocno się zmienił. Był dużo bardziej praktyczny, zawierał więcej technicznych wskazówek, dotyczących chociażby poruszania się w poszczególnych scenach. Zdarzały się sytuacje, kiedy Andriej utrzymywał coś w tajemnicy przed aktorami. Zależało mu bowiem na tym, by koncentrowali się wyłącznie na konkretnym momencie, a nie myśleli o rezultatach i konsekwencjach danej sytuacji.

W tym kontekście do głowy przychodzi mi scena karczemnej awantury pomiędzy kobietą i mężczyzną, której świadkiem jest stojące za drzwiami przerażone dziecko.

W takich momentach jak ten, który przywołałeś, Andriej daje aktorom dużą swobodę ekspresji. Aktorzy to lubią. Stanowi to dla nich wyzwanie, ale i powoduje, że czują się komfortowo. Choć z drugiej strony, moim zdaniem, aktor na planie nie może czuć się zbyt pewnie. Andriej oczywiście ma swoje pomysły i sugeruje, jak by chciał, by wyglądała konkretna scena. Także ta. Ale kiedy mamy już nagrane takie ujęcie, a aktor zasugeruje, że chciałby zrobić to po swojemu, zawsze ma ku temu okazję. Poczucie wolności twórczej jest u niego na planie wszechobecne i nie ukrywam, że dla mnie to też jest niezwykle istotne.

Jak w praktyce wygląda wasza współpraca? Zwiagincew wygląda na reżysera, który jest niesłychanie precyzyjny i przykłada dużą wagę do detali, kompozycji, kadrowania.

Oczywiście, masz w zupełności rację. To typ reżysera, który przywiązuje ogromną wagę do szczegółów. Powiedziałbym nawet, że perfekcjonizm czasami przechodzi u niego w obsesję. Choć nie w takim znaczeniu, jak chociażby pojęcie symetrii u Stanleya Kubricka. Andriej lubi mieć rozeznanie w każdej sytuacji. Być może mniejszą rolę przywiązuje do światła, dając mi pole do popisu, choć i w tym temacie słyszę czasem od niego jakieś wskazówki. Cechuje go spora pokora, zwłaszcza w kwestiach technicznych. Bardzo ważny jest dla niego ruch wewnątrz kadru. Wiele rozmawiamy o przestrzeni, sposobie poruszania się aktorów, pokonywanej przez nich drodze. Wydaje mi się, że w ogóle umiejscowienie aktora w przestrzeni to jego konik. Staram się, żeby od strony technicznej dać mu tak dużo komfortu, jak tylko to możliwe. Korzystając jednocześnie z jak najmniejszej ilości sprzętu na planie.

Główny temat filmu w zasadzie zawiera się w tytule. Ale dla mnie Niemiłość to także opowieść o braku komunikacji na każdej możliwej płaszczyźnie – małżeńskiej, rodzinnej, pokoleniowej, społecznej. 

Kiedy ktoś pyta mnie o temat filmu, przekonuję, że odpowiedź znajduje się właśnie w tytule. To interesujące doświadczenie czytać taki scenariusz z punktu widzenia funkcjonowania w dzisiejszym społeczeństwie. Dla mnie ciekawe było obserwowanie tych zdarzeń z osobistej perspektywy. Mam żonę, dzieci, jestem człowiekiem bardzo rodzinnym. Daleka mi była sytuacja przedstawiona w filmie, ale jednocześnie byłem bardzo mocno zaangażowany w proces realizacji. Trudno mi było wyobrazić sobie siebie w tych okolicznościach, gdybym miał wejść w tę sytuację jeden do jednego. Takie rzeczy jak te między bohaterami przecież się zdarzają, w końcu filmy Andrieja mocno czerpią z realizmu. Kiedy o tym rozmyślałem, zdawałem sobie sprawę, że zapuszczam się w rejony, w które wcześniej, jako mąż i ojciec, pewnie nie miałbym śmiałości wejść. Czułem się tym nieco przytłoczony. Z tej perspektywy to był wyjątkowy, ale niełatwy plan. Odbierałem ten film bardzo osobiście i łapałem się na tym, że podświadomie próbuję stworzyć sobie jakieś antidotum, które pozwoli mi nabrać nieco dystansu. Wydaje mi się, że podobnie może być w przypadku widzów. Trudno przejść koło tego filmu obojętnie.

Cały wywiad przeczytać można w lutowym numerze „Kina”.

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

 

Mikhail Krichman

Ceniony rosyjski operator filmowy, laureat wielu branżowych nagród. Stały współpracownik Andrieja Zwiagincewa.

Komentarze

Napisane przez:

kuba.armata@gmail.com

Dziennikarz filmowy. Pisze m.in. dla "Dziennika Gazety Prawnej", "Kina", "Magazynu Filmowego" czy Wirtualnej Polski. Autor ponad dwustu rozmów z ludźmi kina m.in. z Davidem Lynchem, Darrenem Aronofskym, Alanem Parkerem czy Xavierem Dolanem. Programer festiwali Netia Off Camera i Forum Kina Europejskiego Cinergia. Członek Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych Fipresci.