Na co do kina…#38 Wracamy!

Troszkę nas nie było, ale już jesteśmy! Tym razem o czterech najciekawszych premierach weekendu. Sprawdźcie nas!

 

W cieniu drzewa

Jeden z naszych dobrych kolegów uknuł kiedyś teorię, że umiejętność rozśmieszenia kobiety, to główny krok do tego, by ją zdobyć. Islandzki reżyser Hafsteinn Gunnar Sigurasson najwyraźniej o tym słyszał i postanowił zrobić dokładnie to samo z widzami. I wcale nie rozpoczyna się tu od trzęsienia ziemi, a od drobnego, wydawałoby się, sąsiedzkiego konfliktu. Bo komu przeszkadzać by miało stare drzewo rzucające przyjemny cień na ogród sąsiadów? Wystarczy jednak odpalić aplikację Google Weather, sprawdzić ile na Islandii jest słonecznych dni w roku i nagle wszystko staje się jasne. Sigurasson przekonywał, że takie spory w jego ojczyźnie często kończą się wyrokami sądowymi. Przyglądając się absurdowi, kreatywności w odgrywaniu się i zemście na zimno, jesteśmy w stanie w to uwierzyć. Pozostając przy terminologii związanej z pogodą, mamy tu do czynienia z klasycznym efektem śniegowej kuli, czyli coś z niczego. Ile jednak przy tym zabawy! W cieniu drzewa jest dowodem na to, że kibicować należy nie tylko islandzkim piłkarzom na Mundialu!

Ocena: 4

 

Ocean’s 8

Można już odetchnąć z ulgą, bo hejterzy najwyraźniej wyjechali na wakacje i pań grających w Ocean’s 8 nikt nie dręczy już tak, jak kobiecego zespołu Ghostbusters. I bardzo dobrze, bo film Gary’ego Rossa o szajce planującej kradzież biżuterii podczas corocznej gali MET dowodzonej przez siostrę Danny’ego Oceana ogląda się bez bólu, jest tylko jeden problem: trochę brakuje nam tu chemii. W przeciwieństwie do filmu Soderbergha, albo nawet oryginału z 1960 roku, ta naprędce zebrana ekipa przekonuje akurat średnio, choć na pewno ma znacznie lepsze wdzianka. Najwyraźniej czasem nie wystarczy tylko zatrudnić grupy sławnych ludzi, by, jak to się mówi, wszystko od razu „zagrało”. No i naprawdę można się było obejść bez Kardashianów.

Ocena: 3

 

Dziedzictwo: Hereditary

Jak się bać, to tylko teraz: po Cichym miejscu Johna Krasińskiego do kin trafia właśnie kolejny porządny horror. Choć głosy określające już film Ariego Astera jako „nowego Egzorcystę” wydają się nieco przesadzone i – no cóż – zupełnie bez sensu, jest naprawdę dobrze – podczas seansu czuliśmy się, delikatnie mówiąc, nieswojo, osoba siedząca przed nami rozsypała z nerwów popcorn, a Toni Collette w roli kobiety doświadczającej przerażających zjawisk po śmierci matki samodzielnie zapracowuje tu na dodatkową gwiazdkę. Zupełnie jak polski autor zdjęć filmowych, Paweł Pogorzelski. Jednym słowem, drugi raz obejrzeć Dziedzictwa: Hereditary nie zamierzamy. I jest to chyba największy komplement.

Ocena: 4

 

Mam dość!

Holenderska reżyserka Tessa Schram, podobnie jak polski dystrybutor jej filmu porządnie się wystawili. Nie ma co ukrywać, że tytuł to prawdziwa pożywka dla recenzentów, zwłaszcza tak złośliwych jak my. I kiedy już wszystko układaliśmy sobie w głowie – niespodzianka. Wcale nie mieliśmy dość, bo film to naprawdę porządnie skrojone młodzieżowe kino. Trzymająca się kupy fabuła, ciekawie zarysowane relacje między bohaterami, tajemnica i last but not least smartfony. W końcu bez nich nie da się dzisiaj realistycznie opowiedzieć o nastolatkach. Oczywiście, można szukać dziury w całym i z lupą przyglądać się scenariuszowi, szukając kolejnych potknięć, ale po co? Nie myli się ten, kto nie próbuje. Poza tym, zawsze przy takich produkcjach bierze nas na wzruszenia, bo kto kiedyś nie był/wciąż nie jest (tak jak my!) nastolatkiem?

Ocena: 3

 

Na co do kina...#38
1
W cieniu drzewa
Nasza ocena 4
2
Dziedzictwo. Hereditary
Nasza ocena 4
3
Mam dość!
Nasza ocena 3
4
Ocean's 8
Nasza ocena 3

 

Komentarze

Napisane przez:

armyy@o2.pl