Na co do kina #35 Ja sem Pitbull!

Przed nami kolejny pracowity tydzień dla wszystkich kinomanów. Z ośmiu premier, które zagościły w naszym kinach oceniamy i przybliżamy aż sześć. Miłego czytania i jeszcze milszych projekcji!

 

Pitbull. Ostatni pies

Kiedy przed trzynastu laty na ekrany polskich kin wszedł PitBull (a zaraz za nim serial telewizyjny) nieznanego wtedy jeszcze Patryka Vegi, przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Porządnie skonstruowana i dobrze zdokumentowana fabuła, świetne role i Weronika Rosati licząca po tym na dużą, hollywoodzką karierę. Wszyscy wiemy co było później, zarówno z Vegą, jak i Rosati. Dlatego kiedy usłyszeliśmy, że Pitbullem zainteresował się Władysław Pasikowski, nasz najlepszy specjalista od kina sensacyjnego i człowiek, na którego filmach się wychowaliśmy, poczuliśmy się jak dzieci w sklepie z zabawkami. Pierwsza, zdecydowanie najlepsza wiadomość jest taka – Despero wrócił! Nie ma już co prawda tej fantazyjnej fryzury i spiłowanego zęba, ale i tak daje czadu. Zresztą nie on jedyny, bo bardzo dobre role mają tu też Adam Woronowicz i niewykorzystany trochę w polskim kinie Rafał Mohr. Nawet pani Doda, o którą się najbardziej obawialiśmy, daje radę. Fabuła trzyma się kupy, ogląda się ją z dużym zainteresowaniem, a duch naszych ulubionych lat 90. przewija się po ekranie. O takiego Pitbulla walczyliśmy!

Ocena: 4

 

Happy End

Nie od dziś wiadomo, że Austriak Michael Haneke to szalenie przewrotny reżyser, zatem tytułowy happy end potraktowany jest tu w dość osobliwy sposób. Podobnie jak bohaterowie, bo trudno w zamieszkującej Calais dobrze sytuowanej francuskiej rodzinie, znaleźć kogokolwiek z kim można by, choć trochę sympatyzować. Ewentualnie z nestorem rodu (świetna rola Jeana Louisa Trintignanta, ale to chyba nic nowego), który czeka tylko na moment aż ktoś w końcu skróci jego cierpienia. Skoro Calais, to rzecz jasna powraca problem imigrantów. Choć pojawiały się i złośliwe głosy, że jedynym momentem kiedy reżyser widział imigrantów był ten, gdy ich ciała wypływały na plaże Cannes, gdzie w ubiegłym roku film miał swoją premierę. My tacy surowi w ocenie byśmy nie byli, bo krytyka zachodniego społeczeństwa, a przede wszystkim ignorancji i próby odwracania wzroku jest celna. Chwilami podana w sposób poważny, ale znacznie częściej satyryczny. Nie jest to z pewnością najlepszy film w dorobku Haneke, ale przecież nie zawsze udaje się stworzyć arcydzieło, jak to miało miejsce w przypadku Funny Games, Białej wstążki czy Miłości.

Ocena: 3.5

 

W czterech ścianach życia

O filmie belgijskiego reżysera Phillipe’a Van Leeuwa wiele mówiło się podczas ubiegłorocznego Berlinale, gdzie miał on swoją premierę. Na polską musieliśmy czekać ponad rok, ale to jeden z tych przykładów, gdzie śmiało można powiedzieć: „lepiej późno, niż wcale”. Były współpracownik Bruno Dumonta na pierwszy rzut oka opowiada historię nam dość odległą, przenosząc akcję do centrum Damaszku w trakcie syryjskiej wojny domowej. Ogranicza ją w zasadzie do czterech ścian niewielkiego mieszkania, będącego pod stałą obserwacją snajpera. Toteż dla znajdującej się tam grupy ludzi, wyjście nawet po jedzenie, oznaczać może utratę życia. Van Leeuw obserwuje dynamikę ludzkich zachowań w ekstremalnej sytuacji. Od najbardziej prozaicznych, błahych spraw, po trudne do rozstrzygnięcia moralne dylematy. Co ważne, udaje mu się uniknąć zarówno patosu, jak i wysnuwania banalnych, niepotrzebnych wniosków. Stawia się w pozycji obserwatora, a nie wszechwiedzącego, przez co ta historia nabiera niebezpiecznie uniwersalnego wymiaru.

Ocena: 4

 

Święty niezłomny

Ojciec Poveda, któremu poświęcony jest ten film, istniał naprawdę. Uznany za męczennika wojny domowej w Hiszpanii został beatyfikowany, a następnie kanonizowany przez Jana Pawła II. Pomagał najuboższym, przyczynił się nawet do emancypacji kobiet. „Co możesz mi powiedzieć o ojcu Povedzie?” – pyta jeden z bohaterów. „Że jest… dobrym człowiekiem.” I na tym polega problem, bo jak zrobić o takim film? No właśnie – Pablo Moreno nakręcił grzeczniutką laurkę, która o wiele lepiej sprawdziłaby się na małym ekranie. W Świętym niezłomnym w tle śpiewają ptaki, świeci słońce, a ksiądz przeżywa. Potem zanim się człowiek spostrzeże ktoś gra na gitarze, a Poveda pomaga dzieciom w malowniczych łachmanach i ich pijanym tatusiom, odpowiadając na co drugie pytanie, że „święta go natchnęła”. Szkoda. Zasłużył na więcej.

Ocena: 1.5

 

Do zakochania jeden krok

Po Hotelu Marigold przyszedł czas na kolejną opowiastkę o dziarskich starzykach. Ale choć i tak nie jesteśmy specjalnymi fanami tamtego filmu, teraz jest znacznie, znacznie gorzej – komediodramat Richarda Loncraine na każdym kroku przymila się i ociera o nogę, ale i tak trudno go polubić. Pomimo udziału znanych, a przynajmniej rozpoznawalnych brytyjskich aktorów, powstała opowiastka o szukaniu siebie po sześćdziesiątce, która ani ziębi, ani grzeje. A już na pewno niczym nie zaskoczy, bo tylko powtarza się tu stare zagrywki. Imelda Staunton, Joanna Lumley i Timothy Spall są bardzo sympatyczni i ładnie tańczą, a przesłanie jak najbardziej pozytywne, ale już to wcześniej widzieliśmy i jeśli dobrze pamiętamy, było znacznie lepiej. Choć prawdę mówiąc, pamięć już nie ta sama.

Ocena: 2

 

Na linii wzroku

Kiedy mieszkający w domu dziecka Michi (niezły Luis Vorbach) znajduje nigdy nie wysłany list swojej zmarłej mamy, odkrywa, że ma ojca, który nigdy się o nim nie dowiedział. Podczas pierwszego spotkania okazuje się jednak, że jest karłem, a zazdrośni koledzy nie pozwalają mu o tym zapomnieć. Evi Goldbrunner i Joachim Dollhope zrobili znacznie lepszy film, niż można by się tego spodziewać. W Na linii wzroku nie przemilcza się problemów wynikających z nietypowej sytuacji Michiego i choć całość jest pełna ciepłego humoru, niektóre sceny okazują się autentycznie przejmujące – na przykład, gdy zawstydzony wyglądem swojego nowo odnalezionego taty chłopiec przedstawia go koleżance jako „dozorcę”. Do tego udaje im się zaskoczyć. O niewielu filmach familijnych da się to powiedzieć.

Ocena: 3

 

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

 

Na co do kina...#35
2
Pitbull. Ostatni pies
Nasza ocena 4
3
Happy End
Nasza ocena 3.5
4
Na linii wzroku
Nasza ocena 3
5
Do zakochania jeden krok
Nasza ocena 2
6
Święty niezłomny
Nasza ocena 1.5

Komentarze

Napisane przez:

armyy@o2.pl