Kolejny mocny tydzień w polskich kinach. Choć dostajemy niestety dowód na to, że ilość często nie idzie w parze z jakością. Spośród ośmiu premier oceniamy i omawiamy aż sześć. Będziemy szczerzy, poza małym wyjątkiem nie ma raczej powodów do optymizmu. Czyżby klątwa piątku 13-stego? Bo wygląda na to, że kilku reżyserom czarny kot przebiegł drogę.

Zgoda

Dojrzały i przemyślany debiut Macieja Sobieszczańskiego, który jest ważnym głosem w polskim kinie już w kontekście samego tematu. Nikt wcześniej (mamy na myśli fabuły) nie opowiedział o obozach pracy jakie w 1945 roku organizowane były przez UB, by rozprawić się z niechętnymi komunistycznej władzy. Sobieszczański ubrał tę opowieść w historię miłosnego trójkąta, tyle że jego bohaterowie znajdują się po różnych stronach barykady. Debiutującemu reżyserowi nie brakuje odwagi, zarówno w nakreśleniu ekranowej sytuacji, jak i aktorskich wyborach. Pierwsze skrzypce gra tu Julian Świeżewski, któremu partnerują bardziej znani Zofia Wichłacz i Jakub Gierszał. Sukcesem Zgody jest fakt, że nie jest to film hermetyczny, a w tę pułapkę, biorąc pod uwagę sam temat, można było wpaść wyjątkowo łatwo. Nagroda na dużym festiwalu w Montrealu świadczy o tym, że Sobieszczańskiemu udało się tego uniknąć.

Ocena: 4

 

Goodbye Berlin

Nagradzany w Cannes, Berlinie oraz Wenecji niemiecki reżyser Fatih Akin postanowił najwyraźniej poszerzyć grono swoich odbiorców. Tym razem nie jest tak poważnie jak w przypadku Głową w mur czy najnowszego W ułamku sekundy, bo Goodbye Berlin zrealizowany został z myślą o młodszych widzach. Jest tu zatem miejsce na niespełnione szkolne miłości, typowe dla nastolatków dowcipy i inicjacyjną podróż w nieznane. Bo kiedy zapytać dwóch głównych bohaterów, gdzie właśnie są, śmiało odpowiedzieć by mogli: „na gigancie”. Wakacyjna przygoda kojarzy się jednak trochę z podróżą w czasie, ale do przeszłości. Ci, którzy cenią urok produkcji z końca lat 90., znajdą w tym swój urok, co do reszty nie jesteśmy tego pewni. Akin chyba nieco lepiej dogaduje się z dorosłymi widzami.

Ocena: 2.5

 

Pierwszy śnieg

Nie wystarczyło nazwisko bestsellerowego pisarza Jo Nesbø, znane (i bardzo znudzone) twarze w obsadzie i zagadka, od której trudno było się oderwać nie tylko miłośnikom skandynawskich kryminałów: od samego początku Pierwszy śnieg wpada, delikatnie mówiąc, w poślizg. Choć znajdzie się tu kilka niezłych momentów, tylko podkreślają niewykorzystany potencjał historii, która – na wzór książek – mogła zaowocować przecież wieloletnią serią. Tomas Alfredson nawet nie próbuje udawać, że ma jakąkolwiek kontrolę nad filmem, a przez poplątane wątki można by się przebić chyba tylko elektryczną odśnieżarką. Pogłoski o nękanej problemami produkcji najwyraźniej okazały się uzasadnione. Trudno uwierzyć, żeby po takim falstarcie ktoś jeszcze zdecydował się kontynuować opowieść o detektywie Harrym Hole’u, skoro tak naprawdę przeraża tu tylko Val Kilmer.

Ocena: 2

 

Villads

Nagrodzony na 4. festiwalu filmowym Kino Dzieci Villads z Valby to prosta opowiastka o bystrym sześciolatku, którego śmiertelnie przeraża coraz bliższa perspektywa pójścia do szkoły. Prosta i zaskakująco tradycyjna, bo film Frederika Meldala Nørgaarda spokojnie mógłby powstać wiele lat temu i nikt nawet nie mrugnąłby okiem. Także dlatego, że pewnie oddawałby się wtedy drzemce. Za słodkie to wszystko, za urocze i tak – nieco przestarzałe. Dzieciaki pewnie obejrzą przygody Villadsa bez bólu, ale ich rodzice już po chwili będą gryźli z frustracji paluchy, a słuchając kolejnej radosnej piosenki wyjątkowo irytującego zespołu, zaczną ciepło wspominać liczne odsłony serii Piła. Nie wspominając już o tym, że pokażcie nam rodzica, który na widok pokoju ubrudzonego kupą zareaguje wyłącznie uśmiechem i tak zwaną uwagą o charakterze ogólnym. Świat z duńskiego katalogu IKEI.

Ocena: 2

 

Emotki. Film

Powiedzmy sobie szczerze: Emotki. Film to jednak nie Lego. Przygoda. Najnowszy film dla najmłodszych wydaje się kolejną, wyjątkowo długą tym razem reklamą – do tego tak kolorową, że w pewnym momencie nawet jednorożce zaczęłyby pocierać sobie nerwowo oczy. Pomiędzy wtrąceniami informującymi o kolejnych aplikacjach podobno jest jakaś historia, ale my jej nie znaleźliśmy. Za to postanowiliśmy nie dotykać przez tydzień smartfona, bo najwyraźniej jest on ostoją prawdziwego zła, durnych żarcików i do tego mieszka w nim T.J. Miller, który w wolnych chwilach spuszcza łomot kierowcom Ubera. Jeśli ta nowa wersja W głowie się nie mieści dla wyjątkowo leniwych rzeczywiście stanowi komentarz na temat otaczającej nas rzeczywistości, nie ma już dla nas ratunku. Nie żebyśmy często używali takiego słownictwa, ale ten film to zwykłe [poop emoji].

Ocena: 1

 

Dwie korony

Filmowy żywot świętego, który wbrew zapowiedziom jest fabularyzowanym dokumentem, a nie kinem fabularnym sensu stricto. Trudno, żeby w tym drugim co jakiś czas pojawiał się przed kamerą reżyser, z wielkim zapałem (największym chyba z całej ekipy) objaśniający to, co nas,  widzów, czeka. Nie mamy wątpliwości, że biografia ojca Maksymiliana Kolbego jest materiałem na porywające kino. Być może nawet historią godną samego Hollywood. Ale na pewno nie w takiej formie. Zamiast ciekawie podanej opowieści, a przecież były ku temu możliwości, dostajemy coś na wzór kościelnego kazania, i to z tych mówiących nam, co powinniśmy zrobić. Dydaktyzm irytuje, podobnie jak Tomasz Terlikowski występujący tu jako jedna z „gadających głów”. Trudno nam tylko zrozumieć, jak tak znakomity aktor jak Adam Woronowicz, który w scenach inscenizacji wciela się w rolę Kolbego, dał się na to wszystko namówić. W rankingu jego „świętych” ról ksiądz Jerzy Popiełuszko jest zdecydowanie wyżej niż ojciec Maksymilian Kolbe.

Ocena: 2

 

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

 

Na co do kina...#14
1
Zgoda
Nasza ocena 4
2
Goodbye Berlin
Nasza ocena 2.5
3
Pierwszy śnieg
Nasza ocena 2
4
Dwie korony
Nasza ocena 2
5
Villads
Nasza ocena 2
6
Emotki. Film
Nasza ocena 1

Komentarze

Napisane przez:

armyy@o2.pl