Michał Rogalski o filmie ‚Gotowi na wszystko. Exterminator’

Nagle jesteś mistrzem świata, a za pięć minut stajesz się pośmiewiskiem

Wolność jest najważniejsza i nie należy o tym zapominać. To także temat Letniego przesilenia. Musimy pamiętać, że wolność i demokracja nie są dane nam na zawsze. Trzeba o nie walczyć. Tak uważam, choć może się wydać, że to wielkie słowa dla tak „błahego” filmu, jak ten – mówi Michał Rogalski.

 


Twój poprzedni film Letnie przesilenie to zupełnie inne kino niż komedia Gotowi na wszystko. Exterminator

Lubię i cenię komedie. Uważam, że są one potrzebne w tym samym stopniu co poważniejsze kino, które jest dla mnie po prostu inną formą wypowiedzi. Jeżeli miałbym planować swoją przyszłość w jakiejś dalszej perspektywie, to wiem jedno: nie chciałbym z żadnego z tych elementów rezygnować. One się wzajemnie we mnie dopełniają.

Wielu reżyserów twierdzi, że komedia to gatunek stanowiący największe wyzwanie. Łatwiej kogoś wzruszyć, niż szczerze rozbawić, oczywiście na pewnym poziomie.

W komedii najważniejszy jest – moim zdaniem – timing, reakcje. Wraz z aktorami lubię dłubać w językowych niuansach, znaczeniach, cytatach, osadzać sceny w kulturowych kontekstach. Tak było w tym przypadku, wiele rzeczy opieraliśmy na improwizacji. Wspaniale pracowało mi się z tymi ludźmi. Zżyliśmy się ze sobą, doskonale się rozumieliśmy. Bazowaliśmy na książce Przemysława Jurka, dobudowując trochę do przedstawionego tam świata. Przy okazji śmiesznej historii próbowaliśmy opowiedzieć o dzisiejszej Polsce. Małe miasteczko, gdzie rozgrywa się akcja, jest symbolem polskiego zaścianka. Dla mnie komedia powinna zahaczać o rzeczywistość i w nienachalny sposób ją komentować.

Wspomniałeś o książce Jurka, zresztą na podstawie której powstała też sztuka teatralna.

Kiedy przeczytałem pierwszą wersję scenariusza, który Przemek napisał z innym reżyserem, zauważyłem możliwość opowiedzenia o czymś więcej niż jedynie komicznych perypetii. Postanowiliśmy pogłębić ten świat, w czym pomogły lokacje. Film kręcony był w Pionkach. To szare miasteczko w województwie mazowieckim. Zastygłe w czasie, będące dowodem tego, że taka Polska gdzieś istnieje. Kiedy spotkałem się z aktorami, każdy z nich powiedział coś bardzo podobnego, co stało się poniekąd naszym punktem wyjścia. Paweł Domagała pochodzi z Radomia, Piotrek Żurawski ze Śląska, Piotrek Rogucki z Łodzi, a Krzysiek Czeczot z Pomorza. Przekonywali, że kiedy przyjeżdżają do rodziców na święta i spotykają się ze swoimi kumplami z dawnych lat, powtarza się ta sama rozmowa: „Wszyscy mieliśmy wielkie plany, a tobie dopisało szczęście. Zobacz, gdzie jesteś, a ja tu dalej siedzę i palę fajki na tej samej ławce co dwadzieścia lat temu”. Zdałem sobie sprawę, że możemy dotknąć czegoś poważniejszego.

W zabawny sposób zwracasz też uwagę na to, że polityka nie powinna mieszać się w kulturę. 

Cieszę się, że to wybrzmiewa, bo jest to dla mnie fundamentalna sprawa. Podobnie jak to, co wyrażone jest na samym końcu, w dedykacji dla moich dzieci. Wolność jest najważniejsza i nie należy o tym zapominać. To także temat Letniego przesilenia. Musimy pamiętać, że wolność i demokracja nie są dane nam na zawsze. Trzeba o nie walczyć. Tak uważam, choć może się wydać, że to wielkie słowa dla tak „błahego” filmu, jak ten.

Jedynym, który „przetrwał” z obsady sztuki teatralnej, jest Paweł Domagała. 

Pracowaliśmy razem przy serialu O mnie się nie martw. Szybko okazało się, że nadajemy na tych samych falach. Bardzo ucieszyłem się, że w zamyśle Leszka było to, by Paweł kontynuował teatralną rolę. Jesteśmy dla siebie takim lustrzanym odbiciem, inspirujemy się wzajemnie. To człowiek, który pomimo swojego wizerunku wcale nie jest śmieszkiem. Jest w nim potencjał dramatyczny, wiele powagi. Pozostał zwykłym facetem z Radomia, nie ma w sobie nic z gwiazdorstwa. Mam nadzieję, że będzie nam dane jeszcze razem pracować, i to niekoniecznie w komediowej odsłonie. Pomogło też jego muzyczne zaplecze. W zasadzie jedyną osobą z tej czwórki, która na niczym nie grała, był Piotrek Żurawski. Ale szybko to nadrobił.

Film choć rozgrywa się współcześnie, odnosi się do czasów, które sam doskonale pamiętasz. Kasety magnetofonowe, oglądanie serialu Alf, małe sklepy komputerowe. To twoje wspomnienia?

To sprawy generacyjne. Choć mam wrażenie, że robi się ostatnio moda na lata 70., 80. 90., co widać zwłaszcza w amerykańskich serialach. W naszym filmie jest to tło, dzieje się on współcześnie, choć w rzeczywistości, która zastygła w czasie. Widać to najlepiej we wspomnianych Pionkach, będących synonimem polskiej prowincji. Wystarczy ściągnąć anteny satelitarne i możemy przenieść się do połowy lat 80.

Czy ten film jest zatem zrodzony z sentymentu?

Absolutnie. I tu raz jeszcze mógłbym odnieść się do kina amerykańskiego, chociażby Clerks. Sprzedawców Kevina Smitha. Nasz film mówi o pasji i muzyce. Sam nigdy nie słuchałem death metalu, a z tego gatunku muzyki wywodzi się kapela Exterminator. Ostry metal daje możliwość wykrzyczenia wszystkiego, co leży na sercu, zaszokowania prowincjonalnego, konserwatywnego otoczenia i przestraszenia lokalnego kołtuna. Choć chyba czasy się zmieniają, dziś podobno najfajniej być narodowcem.

Twój główny bohater mówi w pewnym momencie: „Marzenia szybko zamieniłem na wkurwienia”. Masz podobnie?

Jestem z natury optymistą, zawsze ciekawi mnie, co jest za rogiem. Jeżeli wyrzucają mnie drzwiami, staram się wrócić w inny sposób, ale na własnych zasadach. Kiedyś zrobiłem dokument  Film życia. Paweł i Ewa (jego bohater pojawia się i w tym filmie). Gdy skończyłem szkołę filmową, wiadomo było, że nikt na mnie nie czeka z propozycją zrobienia fabuły. Jedyną szansą było wzięcie małej, własnej kamery i zrobienie dokumentu. Myślę, że właśnie na tym polega życie. Jak nic na ciebie nie czeka od frontu, spróbuj z drugiej strony.

 

Cały wywiad można przeczytać w Magazynie Filmowym.

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

 

Michał Rogalski

Reżyser i scenarzysta. W 2008 roku zdobył drugie miejsce w Konkursie Scenariuszowym Hartley-Merrill za scenariusz ‚Letnie przesilenie’. W 2014 roku na podstawie tego scenariusza zrealizował film.

 

Komentarze

Napisane przez:

kuba.armata@gmail.com

Dziennikarz filmowy. Pisze m.in. dla "Dziennika Gazety Prawnej", "Kina", "Magazynu Filmowego" czy Wirtualnej Polski. Autor ponad dwustu rozmów z ludźmi kina m.in. z Davidem Lynchem, Darrenem Aronofskym, Alanem Parkerem czy Xavierem Dolanem. Programer festiwali Netia Off Camera i Forum Kina Europejskiego Cinergia. Członek Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych Fipresci.