Małgorzata Szumowska opowiada o filmie ‚Twarz’

Ironia i sarkazm – to klucz do moich filmów

Twarz była chyba najszerzej komentowanym filmem, ubiegającym się o Złotego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie. Satyryczna opowieść o współczesnej Polsce zrobiła wrażenie na zagranicznych dziennikarzach, czego dowodem entuzjastyczne głosy m.in. Petera Bradshawa z „The Guardian” czy Wellingtona Almeidy z „The Huffington Post”. „Twarz” docenili też jurorzy, z niemieckim reżyserem Tomem Tykwerem na czele. 

Powiedziała pani kiedyś, że każdy swój kolejny film uważa za najlepszy. Czy podobnie było w przypadku Twarzy?

Tak, dotyczyło to też Twarzy. Ale pracuję już nad kolejnym filmem, więc aktualnie ten uważam za najlepszy (śmiech). To będzie coś zupełnie innego, do pewnego stopnia eksperyment. Fabuła zrealizowana metodą dokumentalną, w której wystąpią naturszczycy i aktorzy.

Ma pani duże doświadczenie dokumentalne. Czy wrażliwość dokumentalistki przydaje się w pracy nad fabułą?

Oczywiście. Zajmuję się przede wszystkim obserwowaniem ludzi, przyglądam się zachowaniu swoich aktorów i staram się wyciągnąć to, co najbardziej wiarygodne. Dlatego często lepiej pracuje mi się z naturszczykami niż z zawodowymi aktorami. Potrafię wydobyć z nich jakieś śmiesznostki, ale także piękno. Z aktorami jest zupełnie inaczej. Lubię bardzo dobrych aktorów, takich jak Janusz Gajos, Andrzej Chyra czy Maja Ostaszewska, natomiast praca z tymi, którzy nie mają jeszcze doskonałego warsztatu jest dla mnie trudna. Często widzę u nich fałsz i ekranowa nieprawdę.

Kiedy rozmawialiśmy o filmie Body/Ciało, powiedziała pani, że nie przepada za młodymi aktorami, bo oni dbają przede wszystkim o to, żeby dobrze wyglądać. Zakładam, że nie dotyczy to Małgorzaty Gorol, która wystąpiła w Twarzy?

Nie lubię niedoświadczonych aktorów, ale z Małgosią Gorol było inaczej. Jest dla mnie prawdziwym odkryciem. Kamera ją kocha, ona może być zarówno ładna, jak i brzydka, a to dla mnie największy atut. Jej oczy sprawiają, że jest niesamowicie wyrazista. Nie kłamie ani w sposobie poruszania się, ani w tym, jak patrzy. Bardzo szybko zrozumiała, że przed kamerą trzeba być, a nie grać.

Na konferencji prasowej po berlińskim pokazie powiedziała, że zdała się w tej roli na panią i zaufała w stu procentach.

To prawda. Inaczej próbowałaby pewnie szukać czegoś po omacku i efekt byłby nieco inny. Zresztą aktorzy najczęściej zdają się na mnie, a nie odwrotnie. Mam wrażenie, że przynosi to pożądane efekty.

Praca nad pomysłem Twarzy trwała długo, czy był podyktowany raczej jakimś impulsem? 

Piszę scenariusz wspólnie z Michałem Englertem. Nigdy nie nosimy w sobie długo pomysłów. Kiedy coś wymyślimy, od razu za tym idziemy. Któregoś dnia Michał wpadł na ten pomysł i uznał, że jest to świetny temat na film. Pierwszym impulsem było zdarzenie rzeczywiste – mężczyźnie, który uległ poważnemu wypadkowi, przeszczepiono twarzy innego człowieka. W zasadzie od razu zaczęliśmy pisać scenariusz. Trwało to kilka miesięcy. Następnie zbieraliśmy fundusze, potem był dość długi okres zdjęć, bo zależało nam na różnych porach roku.

Jak wygląda praktycznie pani współpraca z Michałem Englertem?

Nawet razem nie siedzimy. Wpadamy na jakiś pomysł, na podstawie którego piszę pierwszy kilkunastostronicowy treatment. Stopniowo dodajemy kolejne sceny, wysyłając je sobie nawet drogą esemesową. Nie musimy tego specjalnie rozwijać, bo znamy się tak dobrze, że rozumiemy się bez słów. Zbieramy sceny na dany temat, układając je w większą całość. Często notuję w telefonie, na żywca usłyszane rozmowy, zachowanie, słucham rozmów ludzi i szukam pomysłów na dialogi. Michał dopisuje swoje i zaczyna się to rozrastać. Dodam, że nie oglądam zbyt wielu filmów, chociaż robi tak wielu reżyserów. Wolę nie wiedzieć wszystkiego, co się dzieje w kinie światowym. Są różne metody .Na przykład mój znajomy, węgierski reżyser Kornel Mundruczó, ogląda pięć filmów tygodniowo. Chce być na czasie. Wydaje mi się, że nie jest to najgorsza metoda. To bardzo otwiera, pod warunkiem że nie ogląda się za dużo. Bo potem już chyba zamyka.

Już na etapie scenariusza wymyśliliście koncepcję wizualną, która odgrywa w Twarzy ogromną rolę.

Od tego w zasadzie wyszliśmy, pomysł klarował się potem równolegle do pracy nad scenariuszem. Michał bardzo szybko zdecydował, jak chciałby to zrobić od strony operatorskiej. Mam tu na myśli skorzystanie z obiektywów tilt and shift. To dość stare obiektywy, na których zrealizowano wiele teledysków czy efektownych scen w filmach. Ale nikt wcześniej nie zrobił tak całego filmu.

W Twarzy bardzo ważną rolę spełnia też charakteryzacja. Odpowiedzialny był za nią Waldemar Pokromski.

On jest prawdziwym mistrzem. Współpracował z Michaelem Haneke, Oliverem Stone’em, zaangażowano go do superprodukcji Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów. Waldek oddał nam prawdziwą przysługę, pracując przy tym dość skromnym jak na niego filmie. Nie była to zresztą łatwa praca, bo na każdy dzień zdjęciowy potrzebna była inna maska dla głównego bohatera. Wykonywano je w Londynie, dopracowywano w Niemczech i dopiero trafiały do nas. Zakładanie jej zajmowało codziennie cztery godziny.

Czy proces researchu był czasochłonny? Przypominał w jakimś stopniu pracę nad dokumentem? 

Spotkaliśmy się kilka razy z Grzegorzem Galasińskim, który był pierwowzorem naszego bohatera, natomiast od początku wiedzieliśmy, że to nie będzie film o nim. Wymyśliliśmy, że akcja będzie się rozgrywała w Beskidzie. Sporo tam jeździliśmy, żeby poczuć atmosferę tego miejsca, przekonać się, jacy tam żyją ludzie, często wchodziliśmy im do domów. Tylko tyle jest tam z metody dokumentalnej, albo, aż tyle.

Twarz to mocne, ironiczne kino. Nie obawia się pani, że ten film może wzbudzić opory w Polsce?  

Nie mam żadnych obaw. Dla mnie to oczywiste, że ludzie o prawicowych poglądach przyjmą go niechętnie. Lecz z drugiej strony to dość absurdalne. Czy ktoś mówi o Trzech billboardach za Ebbing, Missouri, że są antyamerykańskie, bo pokazują prowincję i mieszkających tam rasistów? Czy ktoś mówi o filmach z Rumunii, że są antyrumuńskie? Gdyby człowiek obawiał się takich rzeczy, nic nie byłby w stanie zrobić.

Myśli się w ogóle o tym, kiedy robi się film?

Nie, a nawet jeżeli, to raczej pozytywnie, że film wywoła jakiś ferment. Wydaje mi się, że robi się taki film także po to, żeby wzbudzić w ludziach emocje. Myślę, że Twarz podzieli widzów. Części będzie się podobała i uznają, że włożyliśmy kij w mrowisko, a będą pewnie i tacy, dla których ja już właściwie nie jestem Polką bo śmieję się z Polaków. To niesamowite, jak histerycznie potrafią reagować Polacy.

Z czego to wynika? Nie mamy poczucia humoru, nie potrafimy się z siebie śmiać?

Polacy mają poczucie humoru, i to czarne, co zresztą przejawia się w moich filmach. Jesteśmy jednak mocno prowincjonalni, uważając się jednocześnie za centrum wszechświata. A prawda jest taka, że świat się nami nie interesuje. Wydaje mi się, że to jest nasz problem. Żyjemy w kraju, który ekonomicznie rośnie w siłę, wykształciła się zadowolona z siebie klasa średnia. Nie ma imigrantów, brudu ani obcych. Może również dlatego ludzie mają poczucie, że poza Polską nie ma nic lepszego. Tu jest najlepsze jedzenie, najśmieszniejsze dowcipy, najciekawsza historia. A może powód jest i taki, że dopiero od 25 lat czujemy się wolni. Problem leży też w edukacji. Ludzie nie czytają, nie dowiadują się o tym, co się dzieje na świecie, z wyjątkiem młodego pokolenia nie mówią w językach obcych. Żyjemy w jakiejś enklawie polskości, gdzie nie ma miksu kulturowego. Kiedy więc ktoś zrobi taki film jak ja – to normalne, że w internecie wylewane są fale pomyj, bo to obraża ludzi, którzy czują się najlepsi.

W filmie pada zdanie: „Miejsce Polaka jest w Polsce”.

Wielu ludzi tak uważa. Nie będą się nigdzie pchali, bo przecież miejsce Polaka jest w Polsce. To jest dla mnie synonim braku otwartości, zamykania się na nowe horyzonty, kultury. Lecz kiedy patrzę na młodych ludzi, wydaje mi się, że oni już są inni. Podróżują, są obywatelami świata, swobodnie porozumiewają się w językach obcych. Nie mają kompleksów.

Powiedziała pani kiedyś, że oczekuje się, by filmy, które trafiają na zagraniczne festiwale, pokazywały idealny wizerunek Polaka.

Taki film nic nie zdziała na żadnym festiwalu. Tylko krytyczne spojrzenie na własny kraj czy rodaków ma sens. Widać to chociażby w filmach rumuńskich. Trzeba pokazać wszystko, nie można wybierać tylko tych elementów, które nam pasują. Co ciekawe, Twarz odbierana jest przez zagranicznych dziennikarzy zupełnie inaczej. Podoba im się wielka czułość, z jaką pokazuję bohaterów. Nikt nie ma poczucia, że ich obśmiewam czy krytykuję. Wspominał mi też o tym Tom Tykwer: najbardziej mu się podobało to czułe spojrzenie i to, że opowiadam o rodakach z miłością. Zdaje się, że rodacy mogą tego nie zauważyć.

Miałem wrażenie, że pokazuje pani swoich bohaterów jednak z sympatią. 

Przejaskrawiłam nasze cechy, ponieważ to się w filmie sprawdza. Pokazuję ich z odrobiną szaleństwa, łobuzersko, bezczelnie, ale też z sympatią, bo odczuwam ją do dzikości, która w nas drzemie, do takiego bezkompromisowego wariactwa. Pokładam sporo wiary w tych postaciach. Znam wielu takich ludzi, jakich zobaczyć można w tym filmie, nie wyssałam tego z palca. Nie naśmiewam się z nich, po prostu pokazuję, jacy są.

Ironia i sarkazm, pojawiające się w kolejnych pani filmach, stanowią zresztą ich cechę szczególną. 

To klucz do moich filmów. Nie lubię filmów śmiertelnie poważnych, z takim artystowskim zadęciem. Takie kino coraz bardziej mnie drażni. Wolę, jak coś potraktowano z przymrużeniem oka. Ciekawe jest, że „Twarz” bardzo trafiła w poczucie humoru Anglików, czego potwierdzeniem są recenzje w „The Guardian” czy “huffington post”. Zresztą nigdy nie miałam tak dobrej prasy. Nasza agentka prasowa przysłała nam niedawno wszystkie recenzje, jakie się do tej pory ukazały. Było mało negatywnych.

Naszym największym problemem jest lęk przed tym, co obce, nieznane, inne?

Gdy rodacy jeżdżą na zorganizowane wakacje, np. do Grecji – jedzą mielone i schabowe, przebywają tam z ludźmi, którzy mówią do nich po polsku. Wszystkiemu się dziwią i zawsze mają ten sam komentarz: że w Polsce jest lepiej. Lepsze są flaczki, kiełbaska i oni najchętniej by już wrócili. Z tym zresztą związany jest mój nowy film All Inclusive. Punkt wyjścia stanowi grupa, która jedzie na wczasy do Maroka. Zdecydowałam, że będę obserwować prawie same kobiety. I one choć cudowne i bardzo barwne postaci czasem marudziły, jak tu jest szaro, monotonnie, gdzie ta zieleń, gdzie te bociany, że złe jedzenie. Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Swojsko.

W Twarzy mocno akcentuje pani temat religii, zwłaszcza w kontekście instytucji, jaką jest Kościół. W Body/Ciele tego tematu nie było. Dlatego, że wielkomiejska duchowość, religijność różni się od tej małomiasteczkowej? 

Na pewno. W dużych miastach widać, że ludzie coraz bardziej od religii odchodzą. Mając do wyboru w szkole religię albo etykę, rozkłada się to mniej więcej po równo. Na wsi kościół to także instytucja, która organizuje życie, toczy się ono wokół kościoła i księdza. To naturalne, że najważniejszymi zdarzeniami są niedzielne msze, święta religijne, wesela, komunie, pogrzeby. Wszystko jest wokół tego zorganizowane. Trudno sobie wyobrazić, żeby nagle miało się to zmienić.

Pokazuje pani pewną hipokryzję związaną z traktowaniem religii, z obu stron – wiernych i księdza. Myślę tu o scenach spowiedzi czy pasterce, na której bohaterowie są pijani jak bela.

Ale czy czegoś takiego nie ma? Kto nie widział swojego wujka czy ciotki pijanych na pasterce w wiejskim kościele? Kto nie miał takiej sytuacji z księdzem podczas spowiedzi? Ilu ludzi było molestowanych słownie przez księdza w konfesjonale? Takich opowieści są setki. Nie ma w Twarzy niczego, co nie byłoby prawdą.

Wywiad ukazał się w miesięczniku Kino.

 

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

 

Małgorzata Szumowska

Polska reżyserka i scenarzystka filmów fabularnych oraz dokumentalnych. Lubi czarne poczucie humoru, ironię i sarkazm. Kolekcjonerka berlińskich Srebrnych Niedźwiedzi.

Komentarze

Napisane przez:

kuba.armata@gmail.com

Dziennikarz filmowy. Pisze m.in. dla "Dziennika Gazety Prawnej", "Kina", "Magazynu Filmowego" czy Wirtualnej Polski. Autor ponad dwustu rozmów z ludźmi kina m.in. z Davidem Lynchem, Darrenem Aronofskym, Alanem Parkerem czy Xavierem Dolanem. Programer festiwali Netia Off Camera i Forum Kina Europejskiego Cinergia. Członek Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych Fipresci.