Na co do kina…#32 Jest w czym wybierać!

Mocny tydzień się szykuje. Nie tylko ilościowo, ale i na szczęście jakościowo. Prosto z Berlina piszemy o tym na co naszym zdaniem warto zwrócić większą (bądź mniejszą) uwagę. 

 

Kształt wody

Piękna i bestia w wersji nie dla dzieci: w nagrodzonym na festiwalu w Wenecji Kształcie wody Guillermo del Toro opowiada o zaskakującej miłości niemej Sally Hawkins i Douga Jonesa, tym razem w roli człowieka-ryby, a może nawet półboga. Meksykański reżyser nawiązuje do swoich ulubionych filmów z dzieciństwa, jednocześnie spoglądając na nie z zupełnie innej perspektywy. Zastanawialiście się kiedyś, co by było gdyby to Potwór z Czarnej Laguny nagle okazał się tym dobrym? Już nie musicie. Pewnie: od nadmiaru cytatów i upiększeń jego najnowsze dzieło prawie pęka w szwach, a Michael Shannon mógłby nieco spuścić z tonu. Ale co z tego, skoro nikt inny nie robi dziś takiego kina i choćby już tylko za to należy mu się dodatkowa gwiazdka. Uwaga: miłośnicy kotów powinni trzymać się od tego filmu z daleka.

Ocena: 4

 

Czwarta władza

Wysokie oczekiwania wobec Czwartej władzy najlepiej podsumował komik Seth Meyers podczas ceremonii rozdania Złotych Globów: „To film o dziennikarskiej uczciwości wyreżyserowany przez Stevena Spielberga, w którym zagrali Tom Hanks i Meryl Streep… Nie, jeszcze za wcześnie” – wyszeptał do dziewczyny, która jak na zawołanie wparowała na scenę dzierżąc w rękach błyszczące statuetki. „Musimy jeszcze trochę poczekać”. Czwarta władza jest skrojona pod prestiżowe nagrody, do których nominowano ten film zapewne już na poziomie preprodukcji. Może dlatego jest też tak nudna – to przyzwoite, przewidywalne, tradycyjne kino, które nieco zbyt często poklepuje się z aprobatą po zramolałym ramieniu. I szkoda tylko obsadzonego w niewdzięcznej roli Nixona Curzona Dobella, któremu nawet na chwilę nie pozwolono odwrócić się do kamery. Biedak. Kto mu teraz uwierzy, że zagrał u Spielberga?

Ocena: 3

 

Czarna pantera

Musimy przyznać, że ciężko przychodzi nam ostatnio wykrzesanie z siebie choć odrobiny entuzjazmu wobec najnowszych filmów Marvela. Ryan Coogler bardzo nas jednak zaskoczył. Warto uwierzyć opiniom powtarzanym już od kilku tygodni – takiego widowiska jak Czarna pantera faktycznie jeszcze nie było. Zagrało właściwie wszystko: Michael B. Jordan w roli wroga tytułowego bohatera, ścieżka dźwiękowa autorstwa Kendricka Lamara i Ludwiga Goranssona, odjechane kostiumy, które jak zauważa tu jeden z bohaterów z każdej kobiety robią Grace Jones. To przemyślana wizja, a nie tylko odcinanie kuponów od wykreowanego wcześniej sporym nakładem środków wszechświata. Bądźmy szczerzy – standardową nawalankę na samym końcu można było sobie spokojnie podarować. Ale tu po walczących biegają przynajmniej uzbrojone nosorożce.

Ocena: 4

 

Jeszcze nie koniec

Oglądając debiut Francuza Xaviera Legranda niejeden doświadczony reżyser może się solidnie zawstydzić. O ile wcześniej nie schowa się pod kinowym fotelem, a sami mieliśmy na to ochotę. Bo rodzinna psychodrama szybko przemienia się tu w rasowy thriller. I to z gatunku tych niepokojąco mocno zakorzenionych w rzeczywistości. Możemy się tego spodziewać już po pierwszej, bardzo długiej sekwencji, gdzie w sądzie rodzinnym zapada wyrok związany z prawem do opieki nad 11-letnim Julienem. Chłopcem będącym zakładnikiem małżeńskiego konfliktu Miriam i Antoine’a, w tle którego wybrzmiewa brutalna przemoc. Krok po kroku, z precyzją chirurga, Legrand odsłania przed nami rodzinną traumę. Wie o czym mówi, bo przed pięcioma laty, w dużej mierze z tymi samymi aktorami, nakręcił nagradzany 30-minutowy film, którego Jeszcze nie koniec jest rozwinięciem. Nie mamy wątpliwości, że bez względu na to jak bolesna będzie to projekcja, każdy debiut Xaviera Legranda powinien zobaczyć.

Ocena: 4.5

 

Pomiędzy słowami

Pierwsze skojarzenie – bardzo dobre role, ale w przypadku zarówno Jakuba Gierszała, jak i Andrzeja Chyry to chyba nic nadzwyczajnego. Drugie – opowieść o ważnym współczesnym problemie, podana jednak bez żadnej ideologii. Trzecie – kolory, ledwie dwa, ale umiejętnie wygrywające nawet nie tyle ekranowe wydarzenia, co emocje jakie towarzyszą bohaterom. A ich też jest dwóch: niespełna 30-letni Michael, Polak, który na dobre związał swoje życie z Berlinem, i jego ojciec, będący jedynym śladem łączącym go z miejscem urodzenia. Spędzają ze sobą ledwie weekend, ale to wystarczy, by zachwiać wygodnym status quo. Pojawiają się kwestie charakterystyczne dla podejmowanego tematu, ale ukazane z perspektywy osobistej, a nie społeczno-politycznej. A to rzadkość. Można odnieść wrażenie, że bohaterowie co rusz wystawiają na próbę swoją cierpliwość. Ta potrzebna będzie też widzowi, bo nie jest to łatwe kino. Ale z pewnością się to opłaci.

Ocena: 4

 

Szron

Zapowiada się na tydzień z Andrzejem Chyrą, bo podobnie jak u Urszuli Antoniak, i u Sarunasa Bartasa gra on ważną rolę. I znowu na obczyźnie. Wciela się bowiem w postać reportera wojennego. Bo to z jednej strony Szron to opowieść o konflikcie zbrojnym, z drugiej o utracie niewinności i związanym z nim kryzysie w relacji pomiędzy parą głównych bohaterów. A są nimi młodzi, pełni entuzjazmu Rokas i Inga, wiozący pomoc humanitarną na ogarniętą chaosem Ukrainę. Litewski reżyser bardzo mocno stawia tu na minimalizm. Dotyczy to zarówno obrazu, jak i płynących z ekranu emocji. Wyobraźcie sobie najbardziej widowiskowy film jaki kiedykolwiek oglądaliście. To teraz mała podpowiedź, Szron jest jego dokładnym przeciwieństwem. I nie byłby to nawet specjalny zarzut, ale mamy wrażenie, że ta strategia sprawdza się tu co najmniej średnio, bo projekcja kończy się co najwyżej obojętnym wzruszeniem ramion.

Ocena: 2.5

 

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

 

Na co do kina...#32
1
Jeszcze nie koniec
Nasza ocena 4.5
2
Pomiędzy słowami
Nasza ocena 4
3
Kształt wody
Nasza ocena 4
4
Czarna pantera
Nasza ocena 4
5
Czwarta władza
Nasza ocena 3
6
Szron
Nasza ocena 2.5

Komentarze

Napisane przez:

armyy@o2.pl