Kedi – Sekretne życie kotów – recenzja filmu

Twój kot oglądałby Kedi

 

Na wstępie jedna uwaga, to nie jest film dla wszystkich. W końcu zrozumieć kota to wcale nie takie proste zadanie. Ci jednak, którzy zdecydują się pójść na Kedi – Sekretne życie kotów, zakochają się w tym filmie na zabój. Zupełnie jak w charakternym pupilu, pierwszego dnia, gdy tylko pojawi się w domu. Niezależnie od tego, jak mocno wcześniej zarzekało się, że tak nie będzie. „Kotom bez trudu udaje się to, co nie jest dane człowiekowi: iść przez życie, nie czyniąc hałasu” – powiedział kiedyś Ernest Hemingway. Jego słowa idealnie pasują do tego zjawiskowego dokumentu.

 

Autorzy filmu popisali się nie lada odwagą. Mając na planie jednego kota, trudno czynić jakiekolwiek plany, a co dopiero gdy jest ich siedem. A tak w Kedi zbudowana jest narracja. Wiadomo przecież, że zwierzęta te chadzają własnymi ścieżkami, więc scenariusz w klasycznym tego słowa rozumieniu raczej nie wchodził tu w grę. Ale może właśnie to czyni dokument Ceydy Torun niezwykłym. Poznajemy Stambuł zupełnie inny od tego opisanego w turystycznym przewodniku czy relacjach znajomych. Wchodzimy z kamerą w miejsca, które normalnie pewnie byśmy przegapili. Podupadający targ, kutry na nabrzeżu, sklep lokalnego rzeźnika czy podwórko zapuszczonego osiedla. Koty zmieniają też nasz zakres widzenia, w końcu obok myszkowania po najciemniejszych zakamarkach nie stronią od chodzenia po drzewach czy spania na dachu. Co tam kamera z ręki, kamera za kotem to prawdziwa rewolucja w sztuce operatorskiej.

„Kto nie potrafi kochać kotów, ten nie potrafi kochać w ogóle” – mówi w filmie jeden z mieszkańców Stambułu. Zwierzęta te traktowane są w tureckiej stolicy wyjątkowo. Z jednej strony jako szczęśliwy amulet, z drugiej na równi z człowiekiem. Ta relacja nie ma jednak charakteru wiernopoddańczego, a opiera się na pewnych zasadach, które wszyscy właściciele kotów dobrze znają. Na miłość kota trzeba zasłużyć, a ich niezależna natura to też świetny punkt wyjścia do opowieści o tureckiej stolicy. Mieście pełnym kontrastów, niechybnie zmieniającym swoje oblicze, zawieszonym pomiędzy tradycją a nowoczesnością. Pewne jest jedno, Kedi – Sekretne życie kotów to najbardziej oryginalna symfonia miejska, jaką widziałem.

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

Kedi - Sekretne życie kotów
5 Nasza ocena
Criterion 1

Komentarze

Udostępnij wpis
Napisane przez:

kuba.armata@gmail.com

Dziennikarz filmowy. Pisze m.in. dla "Dziennika Gazety Prawnej", "Kina", "Magazynu Filmowego" czy Wirtualnej Polski. Autor ponad dwustu rozmów z ludźmi kina m.in. z Davidem Lynchem, Darrenem Aronofskym, Alanem Parkerem czy Xavierem Dolanem. Programer festiwali Netia Off Camera i Forum Kina Europejskiego Cinergia. Członek Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych Fipresci.