Fanny Ardant: Nie jestem profesjonalną aktorką

Gościem specjalnym 17. edycji festiwalu filmowego w Transylwanii była francuska aktorka Fanny Ardant, która odebrała też nagrodę za osiągnięcia życia. Ardant grała u Claude’a Leloucha, Alaina Resnais, Sydney’a Pollacka czy Franco Zeffirelliego, ale to współpraca z późniejszym partnerem życiowym François Truffautem przyniosła jej największą sławę. Zachęciła ją też do spróbowania reżyserii: w 2009 roku zadebiutowała po drugiej stronie kamery filmem Ashes and Blood, nakręconym zresztą właśnie w Rumunii, a w Stalin’s Couch obsadziła między innymi samego Gérarda Depardieu.

Kobieta z sąsiedztwa (1981)

„W życiu najciekawsza jest miłość. Jej nagłe pojawienie się lub jej brak, bo to właśnie ona pozwala ci się poczuć przez chwilę jak król świata. Jako reżyser, François dobrze to rozumiał. Ale nigdy nie będę publicznie rozmawiać o naszej.

To właśnie jemu zawdzięczam najwięcej – pomógł mi wejść w świat kina. Które wcale nie pokochało mnie od razu, i to z bardzo prostego powodu: jestem dość dziwna. Zanim się poznaliśmy, byłam aktorką teatralną. A w tamtym czasie trzeba było się zdecydować: albo kino, albo teatr. I już się tego potem trzymać. Na szczęście Truffaut był człowiekiem, który nie dbał o takie podziały. Wierzył w nieskrępowaną wolność i postanowił obsadzić mnie w Kobiecie z sąsiedztwa nie pytając nikogo o zgodę. Nie mam ulubionej roli, bo dopiero kiedy wreszcie przestanę pracować będę mogła się nad tym spokojnie zastanowić. Ale ta zmieniła w moim życiu najwięcej.”

Ashes and Blood (2009)

„Gdy byłam młoda, czytałam Dostojewskiego, Prousta, greckie tragedie, Szekspira. To wszystko wywarło na mnie ogromny wpływ i myślę, że wykorzystałam to potem w tym filmie. Weźmy taką Odyseję Homera – jestem przekonana, że do dziś nie napisano nic lepszego. Wychowywano mnie w religii katolickiej i doskonale wiedziałam, kto to Kain i Abel, ale też Hektor i Achilles. Wszyscy uczestnicy wojny trojańskiej stali mi się tak bliscy jak członkowie rodziny. Słyszałam kiedyś, że ten, kto kocha książki nie kocha życia, ale to nieprawda. Wręcz przeciwnie – to właśnie książki pomagają je zrozumieć.”

Stalin’s Couch (2016)

„Zawsze powtarzam, że we Francji poeta to tylko zwykły człowiek, a w Rosji chronią go bogowie. Dlatego tak bardzo zależało mi na zrobieniu tego filmu. Uwielbiałam Marinę Cwietajewą, Annę Achmatową, Borysa Paternaka. Za każdym razem, kiedy pisał, ponosił prawdziwe ryzyko.

Nigdy nie pragnęłam zostać gwiazdą kina, nie chciałam grać w hitach. Wolałam robić filmy, w które wierzę, do których mogę potem wracać po latach. Tak samo podchodziłam do reżyserii. Nic dziwnego, że większość spotkań z potencjalnymi producentami kończyła się klęską. Bali się, że stracą przez mnie pieniądze. Pewnie, długo byłam z tego powodu nieszczęśliwa, ale dobrze to rozumiałam. Na szczęście we Francji pozwalamy sobie jeszcze na pewne duchowe włóczęgostwo.”

Lola Pater (2017)

„Kiedy przyjechałam na pierwsze spotkanie z reżyserem [Nadirem Moknèche], miałam na głowie chustę. A on powiedział: „Bardzo mi się podoba. Lola też by go nosiła.” Lubię pracować z ludźmi, którzy cieszą się z tego, że mogą zrobić film. Bo to prawdziwy przywilej. Może dlatego nie lubię tak zwanych „profesjonalistów”. Ja też nie jestem profesjonalną aktorką, bo zawsze grałam tylko takie role, jakie chciałam. To może dziwne porównanie, ale wybieram scenariusze jak pies, który wchodzi do lasu. Nie wie dlaczego, ale nagle wszystko mu się podoba [śmiech]. Jak każdy mam swoje obsesje i za każdym razem, kiedy idę do restauracji, zamawiam dokładnie to samo: spaghetti z pomidorami. I za każdym razem boję się, że nie będzie mi smakować. Z kinem jest podobnie. Uwielbiam to uczucie, gdy dopiero wchodzisz do ciemnej sali i nie wiesz, co cię spotka.”

Ma mère est folle (2018)

„Mój najnowszy film wyreżyserowała kobieta [Diane Kurys]. I nagle okazało się, że nikogo nie interesuje to, o czym opowiada, tylko moje poglądy. A ja nigdy o nich nie rozmawiam. Nie lubię partii, nie lubię ruchów politycznych, nie lubię mód. Może właśnie dlatego nigdy nie utożsamiałam się z takimi inicjatywami [jak #MeToo]. Życie jest pełne sprzeczności i właśnie takie powinno pozostać. Każdy z nas jest zupełnie inny, więc po co zbijać się w jedną masę? Niedawno powiedziałam, że wolałabym zjeść kolację z najgłupszym mężczyzną niż z najinteligentniejszą kobietą. Oczywiście wszyscy od razu się obrazili. W dzisiejszych czasach trudno prowokować. Może dlatego sprawia mi to czasem tak dużą przyjemność.”

Komentarze

Napisane przez:

marta.balaga@gmail.com

Dziennikarka filmowa publikująca w Polsce i za granicą. Pisze m.in. dla "Episodi", "Sirp Eesti Kultuurileht", "La Furia Umana" oraz "Dwutygodnika". Współpracuje z wieloma festiwalami filmowymi, w tym z Helsinki International Film Festival. Uwielbia kino kultowe wychodząc ze (słusznego) założenia, że każdy film powinien być o zombie.