Dom wygranych – przeczytaj naszą recenzję

Breaking Bad

Kasyno zawsze wygrywa? Nie do końca. Will Ferrell i Amy Poehler starają się jak mogą, ale Dom wygranych przypomina tylko, że od dawna nie zagrali w naprawdę dobrym filmie. Komedię debiutanta Andrew Jay’a Cohena, który wcześniej zasłynął jako współautor scenariuszy do Sąsiadów i (do dziś wzdrygam się na samą myśl) Randki na weselu, ogląda się bez bólu, ale na zabawę z prawdziwego zdarzenia raczej nie ma co liczyć. 

Kolejna opowieść z cyklu „zwykli ludzie z przedmieścia schodzą na złą drogę” nikogo nie zaskoczy. Znowu mamy tu porządnych obywateli zmuszonych do porzucenia wyznawanych zasad dla szlachetnego w gruncie rzeczy celu (tym razem rozchodzi się o posłanie ukochanej jedynaczki na wymarzone studia). Gdy okazuje się, że brakuje im na to funduszy, z pomocą właśnie porzucanego przez żonę dość żałosnego znajomego (Jason Mantzoukas) otwierają nielegalne kasyno. Którego najwyraźniej wszystkim sąsiadom bardzo brakowało, bo po pięciu sekundach dosłownie pęka w szwach.

Oczywiście nie wszystko idzie zgodnie z planem. Znudzeni tatusie i sfrustrowane mamy zaczynają okładać się w naprędce skonstruowanym ringu wypominając sobie dawne krzywdy, ktoś wciąga kreski, wiadomo – impreza. Głównym założycielom też zresztą prędko odbija, zamiast oglądać Walking Dead powinni zabrać się za Breaking Bad, bo powtarzają każdy błąd Waltera White’a. A potem wystarczy już tylko powymachiwać na haju siekierą, żeby rentownym miejscem zainteresowała się lokalna gangsterka i z ambitnego założenia nagle zostaje mniej niż z dłoni pewnego pechowca, który się na nią napatoczył.

Ferrell i Poehler spotkali się wcześniej na planie Ostrza chwały, ale tam mieli do zagrania prawdziwe role – tu palą jointy i sikają na cudzym trawniku. Tylko tyle zostało im do roboty, bo jak przystało na improwizowane w większości dialogi połowa dowcipów „siada”. No chyba, że kogoś bawią jeszcze przeklinające staruszki. Filmowcy naprawdę powinni już zostawić w tyle obciążone hipoteką domy i wypielęgnowane zielone trawniki: najwyższy czas na odświeżenie formuły. A, jeszcze jedno – warto poczekać do końca. Odrzucone sceny są znacznie zabawniejsze od tych, które ostatecznie skończyły w filmie.

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

Dom wygranych
2 Nasza ocena
Criterion 1

Komentarze

Napisane przez:

marta.balaga@gmail.com

Dziennikarka filmowa publikująca w Polsce i za granicą. Pisze m.in. dla "Episodi", "Sirp Eesti Kultuurileht", "La Furia Umana" oraz "Dwutygodnika". Współpracuje z wieloma festiwalami filmowymi, w tym z Helsinki International Film Festival. Uwielbia kino kultowe wychodząc ze (słusznego) założenia, że każdy film powinien być o zombie.