Cinema Jove 2017: Idzie nowe

Choć festiwal filmowy w Walencji dwa lata temu przekroczył trzydziestkę, wydaje się coraz młodszy. Podczas 32. edycji po raz kolejny położono nacisk na nieznanych twórców, a nie sprawdzone nazwiska. No, może z wyjątkiem Davida Lyncha. 

Retrospektywa wczesnych filmów amerykańskiego filmowca, w tym jego krótkich metraży, stanowiła dość nietypowy punkt wydarzenia, które za punkt honoru stawia sobie promocję młodych talentów. I to dosłownie: w tym roku zgłoszenia mogli nadsyłać wyłącznie filmowcy do lat czterdziestu. „Postanowiliśmy wprowadzić takie ograniczenie, bo chcemy zaproponować naszym widzom coś nowego: kino, które spogląda w przyszłość” – tłumaczył świeżo upieczony dyrektor festiwalu, Carlos Madrid. „Filmy, które pokazujemy łączy jedno – mają w sobie świeżość. Pojawiają się w nich odniesienia do mediów społecznościowych, nowych aplikacji. Pokazują szybkie tempo współczesnego życia, w którym nie ma chwili na to, żeby się zatrzymać.”

Argentyński reżyser Pablo Trapero, który odebrał na festiwalu nagrodę Luna de Valencia, był jednak innego zdania. W przypadku kina, argumentował, wiek nie powinien ogrywać żadnej roli. „Żona Francisa Forda Coppoli, Eleanor, właśnie zrobiła swój pierwszy film fabularny. Ma ponad 80 lat! Mimo to takie festiwale są ważne, bo odkrywają nowe talenty i tworzy się wokół nich pewna społeczność. Świadomość, że inni zmagają się z tymi samymi problemami, bardzo pomaga. Zwłaszcza na samym początku.” Znany polskiej publiczności dzięki thrillerowi El Clan, Trapero także nie zamierza zwalniać tempa. „To trochę tak, jakby ktoś postawił kropkę w pisanym przez mnie zdaniu – najwyższy czas rozpocząć nowy akapit. Ciągle myślę przede wszystkim o filmach, których jeszcze nie udało mi się zrobić. Jestem dumny z tego, że przyznano mi tę nagrodę, ale ludzie, którzy mnie inspirują otrzymali ich znacznie więcej. Scorsese ciągle próbuje czegoś nowego – oglądasz takie Milczenie i myślisz: „Cholera, znowu to zrobił!”

Udział Trapero wydaje się potwierdzać, że pomimo ambitnych założeń trudno zainteresować widzów wyłącznie filmami skierowanymi do młodych ludzi. Którzy, jak wynika z sondaży, do kina raczej nie chodzą. „Właśnie dlatego tak ważne jest stworzenie czegoś, co przemówi do nich ich własnym językiem” – przekonywał Madrid. Nic dziwnego więc, że obok Even Lovers Get the Blues, The Wound czy Sexy Durga, zwycięzcy z Rotterdamu, w konkursie znalazło się także miejsce dla Szatan kazał tańczyć Katarzyny Rosłaniec, która kilka lat temu wyjechała z Walencji z nagrodą dla Galerianek. „To film, który powstał w oparciu o Instagram. Jego fragmenty można by ułożyć w zupełnie innej kolejności, a i tak opowiadałby tę samą historię. Chyba najpełniej ilustruje to, co próbujemy przekazać.”

Limit wiekowy dodatkowo obniżył film otwarcia. Animacja Animal Crackers, do której głosy podkładali między innymi Sylvester Stallone, Ian McKellen oraz Emily Blunt to sympatyczna propozycja dla najmłodszych, która powstawała właśnie w Walencji. „Wszystko zaczęło się pięć lat temu, kiedy reżyser Scott Sava zwrócił się do mnie o pomoc. Postanowiłem zatrudnić hiszpańskich animatorów. Dla wielu z nich była to pierwsza poważna praca po studiach” – opowiadał Jaime Maestro, który współreżyserował film. „Pracowaliśmy głównie w Walencji, ale same postaci stworzył Carter Goodrich, jeden z najlepszych animatorów na świecie – na swoim koncie ma między innymi Ratatuja czy Minionki. Przemyciliśmy w niej wiele elementów, które rozpoznają tylko lokalni widzowie: nazwy ulic, symbole. W animacji i tak musisz stworzyć cały świat od zera, więc dlaczego nie może mieć w sobie czegoś z Hiszpanii?”

Oprócz nieopatrzonych twórców, pokazów seriali internetowych i dyskusji poświęconych nowym formatom, festiwal zahaczył także o gastronomię: lokalne restauracje postanowiły uczcić jego kolejną edycję specjalnymi daniami poświęconymi twórczości Bertranda Teverniera oraz konkretnym tytułom – w popularnym lokalu Vuelve Carolina za inspirację posłużyły Szynka, szynka Bigasa Luny lub, co wydaje się dość logiczne, Jedz i pij, kobieto i mężczyzno Anga Lee.

Ciekawym pomysłem okazała się też seria poświęcona sztuce ulicy Art & The City, której pokazy odbywały się pod gołym niebem – tuż obok muralu Bonjour tristesse hiszpańskiego artysty Escifa. „Sztukę ulicy zawsze traktowano jako coś pośredniego. Zadaniem festiwali jest jednak zapewnienie odpowiedniej platformy nieznanym artystom” – zauważył Carlos Madrid. Ciekawe, czy wcześniej zapytano ich o wiek.

Festiwal odbył się w dniach 23 czerwca – 1 lipca.

Komentarze

Udostępnij wpis
Napisane przez:

marta.balaga@gmail.com

Dziennikarka filmowa publikująca w Polsce i za granicą. Pisze m.in. dla "Episodi", "Sirp Eesti Kultuurileht", "La Furia Umana" oraz "Dwutygodnika". Współpracuje z wieloma festiwalami filmowymi, w tym z Helsinki International Film Festival. Uwielbia kino kultowe wychodząc ze (słusznego) założenia, że każdy film powinien być o zombie.