Blade Runner 2049 – recenzja filmu

Nowy model


Umówmy się: nie wszystkie filmy potrzebują sequeli. Do niedawna Blade Runner Ridleya Scotta znajdował się na coraz krótszej liście tytułów „nietykalnych” – każdą wzmiankę o ewentualnej kontynuacji przyjmowano wzruszeniem ramion bądź wybuchami (w pełni) uzasadnionej agresji. Kanadyjski reżyser Denis Villeneuve postanowił jednak, mówiąc potocznie, po prostu to olać. 

Co gorsza, zrobił świetny film – Blade Runner 2049 to fantastyczne, dające do myślenia widowisko. Nieco przydługie, fakt, ale na każdym kroku widać tu szacunek do przedstawionej wtedy wizji świata. Który aż tak bardzo się znowu nie zmienił, choć padający wciąż deszcz teraz zastępuje i śnieg, kobiety z hologramowych reklam noszą jeszcze mniej ubrań, a bawiące się w Boga korporacje noszą nazwisko zupełnie innego człowieka. I wciąż zadaje się w nim dokładnie te same pytania – czasem nawet po fińsku.

Harrison Ford wreszcie gra, a nie tylko wpada odebrać czek, a Ryan Gosling w roli oficera KD6-3.7 – lub, jak się go tu nazywa, „androdupka” – dokonującego szokującego odkrycia jest bardzo dobry. Tak jak dobra jest muzyka Hansa Zimmera zastępującego Vangelisa czy zdjęcia Rogera Deakinsa, w ogóle wszystko jest tu dobre i może dlatego w przeciwieństwie do filmu Scotta ten bardziej robi wrażenie niż wzrusza. Bo Blade Runner 2049 nie jest wcale lepszy, tylko sprawniejszy, gładszy – zupełnie jak androidy, o których opowiada, a którym podobno brakuje przecież duszy.

Pewnie nie ma sensu porównywać go do poprzednika, który przez lata obrósł już w mity i niezliczone teorie. Jest tylko pewien mały problem. „Wszystko to zniknie jak łzy w deszczu” – ogłaszał w 1982 roku grany przez Rutgera Hauera Roy Batty. Ale w Hollywood nie znika absolutnie nic, o nie, tylko każdego dnia na nowo powstaje z martwych jak żywe trupy cierpiące na zaniki pamięci. Sukces Villeneuve’a oznacza tak naprawdę jedno: „nietykalnych” już nie ma, koniec, pozamiatane. Teraz przyjdzie pewnie czas na kontynuacje Big Lebowskiego albo nawet Obywatela Kane’a. A nie wszystkie filmy potrzebują sequeli.

 

Blade Runner 2049
4 Nasza ocena
Criterion 1

 

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu obserwuj nas na Facebooku.

Przeczytaj inne RECENZJE z tego tygodnia.

Komentarze

Napisane przez:

marta.balaga@gmail.com

Dziennikarka filmowa publikująca w Polsce i za granicą. Pisze m.in. dla "Episodi", "Sirp Eesti Kultuurileht", "La Furia Umana" oraz "Dwutygodnika". Współpracuje z wieloma festiwalami filmowymi, w tym z Helsinki International Film Festival. Uwielbia kino kultowe wychodząc ze (słusznego) założenia, że każdy film powinien być o zombie.