Baby Driver – recenzja filmu

Samochodowa piosenka

 

Edgar Wright nie miał ostatnio szczęścia. Jego ostatni film, zrealizowany w 2013 roku To już jest koniec nie był nawet w połowie aż tak zabawny, jak mu się wydawało, a po latach pracy nad Ant-Manem projekt trafił ostatecznie w ręce Paytona Reeda. I, co najgorsze, odniósł ogromny sukces. Zamiast rozważać zmianę kariery Brytyjczyk nakręcił jednak teraz film o takiej dawce energii, że określenie „kino akcji” wreszcie wydaje się w pełni adekwatne. Choć może niewystarczające, bo Baby Driver to także… musical?

Główny bohater Baby Driver, wożący przestępców do „pracy”, muzyki słychać musi: jako dziecko miał wypadek, podczas skoków na banki zagłusza nią nieznośne dźwięczenie. A czasem podskoczy do tego jak Gene Kelly, zgrabnie wyminie kogoś na ulicy i jest w tym wszystkim taka radość, że wychodzi potem człowiek z kina nieco przygłuchy, ale z głupawym uśmiechem zadowolenia na twarzy. Wright sporo pożycza od Tarantino – każdy, kto wykorzystuje w filmach zapomniane kawałki z lat 70. wisi mu zresztą porządnego drinka. Ale robi to na tyle sprawnie, że nawet Quentin pewnie by to docenił i skinął przytakująco głową. To ścieżka dźwiękowa twardo dyktuje tu warunki.

Można by kręcić nosem, że fabuły jest tu jeszcze mniej niż w obsesyjnie słuchanych przez głównego bohatera piosenkach, a postaci to tylko komiksowe szkice. Ale Baby Driver to nie film Haneke, ukrytych przekazów tu nie ma, bo brak na nie czasu. Ktoś jest dobry, ktoś zły, jeden ma świra, drugiemu brak nosa – na dłuższe prezentacje nie ma co liczyć, bo od pierwszych sekund gna się z tym filmem na złamanie karku, bez chwili wytchnienia, a przystaje tylko na kawę.

Znana jest miłość brytyjskiego reżysera do Kierowcy Waltera Hilla z Ryanem O’Nealem, i choć czuć w jego filmie pewien posmak retro, tempo jest już jak najbardziej współczesne. Wright bywał zabawny, bywał błyskotliwy, ale nigdy wcześniej nie wydawał się aż tak pewny siebie. Zupełnie jak grany przez Ansela Elgorta młodociany kierowca prowadzi ten film z bezczelną śmiałością, rozkoszuje się tempem, jednocześnie pozostawiając sobie wystarczająco dużo czasu na to, żeby nacieszyć się mijanymi widokami. Witamy z powrotem.

Baby Driver
5 Nasza ocena
Criterion 1

Komentarze

Napisane przez:

marta.balaga@gmail.com

Dziennikarka filmowa publikująca w Polsce i za granicą. Pisze m.in. dla "Episodi", "Sirp Eesti Kultuurileht", "La Furia Umana" oraz "Dwutygodnika". Współpracuje z wieloma festiwalami filmowymi, w tym z Helsinki International Film Festival. Uwielbia kino kultowe wychodząc ze (słusznego) założenia, że każdy film powinien być o zombie.