ArteKino Festival – patronat Pół żartem, pół serio

ArteKino Festival wciąż trwa! Jego organizatorzy, Arte Cinema i Festival Scope przygotowali 10 europejskich filmów, z których widzowie wybiorą ten najlepszy. Rozsiądźcie się wygodnie, bo tym razem aby odkryć nowe kino nie trzeba nawet wychodzić z domu. A my podpowiemy wam, na co warto zwrócić uwagę.

Bright Lights

Jeśli rzeczywiście istnieje coś takiego jak typowy film festiwalowy, to jest nim właśnie Bright Lights Thomasa Arslana – zupełnie nic się w nim nie dzieje, a i tak wszyscy zadowoleni. Oprócz bohaterów, bo jak udowadniała wcześniej Maren Ade w Tonim Erdmannie, Niemcy może i czasem się śmieją, ale zawsze z zaciśniętymi zębami. Historia do oryginalnych nie należy. Gdy umiera ojciec Michaela (Georg Friedrich), od lat zamieszkały w Norwegii, ten zabiera ze sobą zaniedbywanego syna Luisa (Tristan Göbel) i proszę: oto mamy kolejny film drogi. W kinie mężczyźni zawsze muszą zresztą coś nogami przemyśleć, jak się nie przejdą albo nie przejadą, to problemów nie rozwiążą i tyle. Lecz operator Reinhold Vorschneider pięknie pokazuje skandynawskie lato i czas białych nocy, a dialogi pękają od smakowitych złośliwostek. „Ojciec zmarł na zawał” – mówi Michael siostrze na początku filmu. „No tak, to do niego podobne.”

Scarred Hearts

Nasz ulubiony Radu Jude, który kilka lat temu zdobywał nagrody filmem Aferim!, tym razem zabiera się za adaptację autobiograficznej powieści rumuńskiego pisarza Maxa Blechera, zmarłego w 1938 roku. Na jego wzór, zmagający się z gruźlicą kręgosłupa student Emanuel (Lucian Teodor Lus) trafia do sanatorium, gdzie każdy z pacjentów próbuje choć na chwilę zagłuszyć obezwładniający ból. Jedni próbują seksu, inni alkoholu, godzinami dyskutuje się o polityce i planach na przyszłość. Ale starannie pielęgnowaną nadzieję szybko wypiera brutalna codzienność i powolne odchodzenie bliskich przyjaciół, do końca wierzących w „cudowne ozdrowienie”. Kamera Jude, nieruchoma jak przykute do łóżek bezwolne ciała, bez emocji rejestruje życie, w którym jest miejsce tylko na to, co tu i teraz. Czarodziejska góra Tomasza Manna bez znieczulenia.

The Giant

W swoim pierwszym filmie pełnometrażowym – nagrodzonym między innymi na Warszawskim Festiwalu Filmowym – Johannes Nyholm opowiada o trzydziestoletnim Rikardzie (Christian Andren, zupełnie schowany pod warstwami charakteryzacji). Cierpiący na autyzm, poważnie zdeformowany mężczyzna mieszka w domu opieki. Nyholma nie interesuje jednak w kinie naturalizm, więc jego bohater co jakiś czas ucieka w znacznie łaskawszy dla siebie świat wyobraźni, gdzie zamienia się… w potężnego giganta. To nie koniec niespodzianek: gdy w pewnym momencie Rikard zaczyna wierzyć, że zwycięstwo w rozgrywkach tradycyjnej francuskiej gry w bule na dobre odmieni jego życie, zaczyna powoli dążyć do celu. I nagle The Giant zamienia się w chyba najbardziej nietypowy film o sporcie, jaki w tym roku widzieliśmy. Pokręcona fantazja rodem ze Szwecji.

Godless

Film Ralitzy Petrovej mógłby posłużyć za słownikową definicję festiwalowego kina z Europy Środkowo-Wschodniej. Co więcej jest najlepszym dowodem na to, że takie kino jest obecnie mocno w cenie, o czym świadczyć mogą między innymi laury w Locarno, Sztokholmie czy Reykjaviku. Debiutująca w pełnym metrażu reżyserka przenosi nas do Bułgarii, która kojarzyć się tu może z miejscem, gdzie diabeł mówi dobranoc. Problemy o jakich opowiada natychmiast przypominają czołowe dzieła rumuńskiej Nowej Fali. Wszechogarniająca korupcja, moralna zgnilizna, mocno zachwiane bezpieczeństwo socjalne. Główną bohaterką Godless jest pielęgniarka, która dorabia sobie handlując na czarnym rynku dowodami osobistymi pacjentów z demencją. Kierowana chęcią łatwego zysku, uzależniona od morfiny, nie radzi sobie z poczuciem pustki wewnętrznej i coraz większym strachem przed karą. Pewien dziennikarz muzyczny, recenzując jedną z płyt Leonarda Cohena napisał, że powinna być do niej dodawana żyletka. W przypadku filmu Petrovej też pewnie by się sprawdziła.

Living and Other Fiction

Kruchość ludzkiego życia to pewnie jeden z najbardziej oklepanych filmowych motywów, stając się tym samym dla twórców poważnym wyzwaniem. Bo jak nie popaść w banał i opowiedzieć coś oryginalnego. Hiszpańskiemu reżyserowi Jo Solowi, który wprost mówi, że jego celem jest potrząśnięcie rzeczywistością, poniekąd się to udaje. To przejmujący paradokumentalny portret dwóch mężczyzn poważnie doświadczonych przez życie. Jednym z nich jest Pepe, który wychodzi ze szpitala psychiatrycznego po wcześniejszej odsiadce za kradzież. Rękę do niego wyciąga Antonio, pełny empatii sparaliżowany aktywista społeczny. Relacja jaka zawiązuje się pomiędzy mężczyznami wywraca dotychczasowy sposób postrzegania rzeczywistości do góry nogami i sprawia, że wiele spraw ulegnie przewartościowaniu. Subtelne, kameralne kino.

Komentarze

Napisane przez:

armyy@o2.pl